Jak naprawdę wyglądało głosowanie…

Sztandar Młodych Warszawa, 27 sierpnia 1987 roku

Jak naprawdę wyglądało głosowanie na Miss Polonia’87

Wybory najpiękniejszej Polki wzbudziły sporo emocji. W końcu tylko raz w roku kreuje się Miss Polonię. Werdykt jury wzbudził jednak wiele kontrowersji, już w sopockiej Operze Leśnej. Stał się także tematem dyskusji w autobusach, pociągach, przy biurowej herbatce.

W kręgach zbliżonych do organizatorów rozeszła się pogłoska, że wybory zostały sfałszowane. Niektórzy twierdzą, że była to tylko drobna manipulacja. Asumpt plotkom dały dwa wydarzenia, dziwny zdaniem niektórych, zbieg okoliczności, iż piąte po przerwie wybory wygrała panna startująca z numerem 5 oraz nieobecność jurorów w chwili ogłaszania wyników. Postanowiliśmy tę sprawę wyjaśnić. Niestety wielu jurorów jest w tej chwili na wakacjach, ale kilka osób przebywa w Warszawie. Jedna z nich zachowując (na razie) anonimowość zgodziła się powiedzieć jak było naprawdę.

– Moim zdaniem – powiedziała osoba – sfałszowanie wyborów nie wchodzi w rachubę. Głosowanie było jawne i wszyscy próbowali przekonać, że akurat ich kandydatki zasługują na tytuł Miss. Nie było zgodności w orzeczeniach. Punktowaliśmy od 1 do 5, sumę punktów zapisywał protokólant. Następnie wyniki zabrał ze sobą sekretarz jury i zaniósł prowadzącym koncert. Pani Beata Tyszkiewicz spytała wszystkich jurorów, ile punktów przyznali każdej z kandydatek. Jej obliczenia były zbieżne z tym, co przeczytali konferansjerzy, a my obejrzeliśmy na monitorze. Tak, że nie wchodzi w grę zmiana werdyktu w czasie niesienia go na scenę. Niemożliwa była również manipulacja punktowa. Miss Polonia uzyskała ich o 7 więcej niż pierwsza wicemiss.

– Czy sporządzono oficjalny protokół posiedzenia jury?

– Nie. Nie wiem nawet czy to było potrzebne, przecież siedzieli tam poważni ludzie, nikt chyba nie odważyłby się na wprowadzenie jakichkolwiek zmian.

– Skoro nie było protokołu, na werdykcie nie było także podpisów jurorów?

– Oczywiście. Być może koleżanki czy koledzy podpisywali coś na wyborach. Ode mnie jednak nikt tego nie wymagał.

– Czy zatem taki werdykt można uznać za obowiązujący?

– Takie było nasze zdanie, a czy musi być ono potwierdzone na piśmie – nie wiem. Nigdy nie zajmowałem się takimi sprawami.

– Skąd więc wzięły się plotki?

– Być może spowodowała to nasza nieobecność na scenie. Nie było to jednak spowodowane próbą odizolowania nas od widowni czy finalistek. Tak po prostu wyszło. Wtedy nikt na ten fakt nie zwrócił uwagi. Ani my, ani chyba organizatorzy nie przypuszczali, że może to stać się ważne.

Mimo tej uspokajającej wypowiedzi będziemy starali się dotrzeć również do innych jurorów, by do końca wyjaśnić co stało się za kulisami sopockiego amfiteatru.

WIESŁAW DOŁĘGOWSKI

Tagi: