Ukraść złotą kurę

Sztandar Młodych Warszawa, 26-28 stycznia 1990 roku

Wydawało się, że spory wokół miss ucichły. A tu – figa. Nie zarzyna się kury, która znosi złote jajka – mówi przysłowie. Co prawda, to prawda.
Cóż jednak począć z kurą niesubordynowaną, kurą zanadto samodzielną, która jajka owszem – znosi, ale nie dla nas już, nie dla nas? Warto byłoby jej wszystkie pióra z d… powyrywać, ale zhardziała, złapać się nie daje…

Nie byłoby całej afery, gdyby nie zechciało się kurze samodzielności, zysku z jaj, a także całkowitej odpowiedzialności za produkcję oraz jakość tychże. Za dużo naczytała się kura o przedsiębiorczości, czy jak?

Ta przydługa drobiowa metafora ma za zadanie przybliżyć Szanownemu Czytelnikowi historię, którą jakiś czas temu Go bawiono. A teraz wszystko wskazuje na to, że na łamy naszej szarej, znękanej codziennością prasy powróci pikantna opowiastka o tym, kto komu ukradł MISS.

Polonii zresztą

Zaczęło się kilkanaście miesięcy temu. Wtedy to dotychczasowy właściciel kury zauważył, że ta sobie poszła.

Kura to biuro wyborów najpiękniejszej Polki, przez całe lata działające przy Stowarzyszeniu Przyjaciół „Expressu Wieczornego”, popularnej warszawskiej popołudniówki. Przy czym, co dla opowiadanej historyjki nie jest bez znaczenia – najpierw były wybory najpiękniejszej, a dopiero potem Stowarzyszenie, powołane – między innymi – dla ułatwienia działalności Biura.

Wszystkie osoby stanowiące personel tegoż, z jego szefem, Jerzym Chmielewskim na czele – jak jeden mąż „poszły na swoje”, odeszli, po nieudanych próbach namówienia Expressu do zmian w sposobie działania Biura MISS Polonia. Konkurs rozrósł się bowiem tak szeroko, że skromne możliwości redakcji i Stowarzyszenia przestały wystarczać dla zagwarantowania mu właściwego poziomu.

Założyli i zarejestrowali w sądzie spółkę o nazwie „Missland”, postanawiając zająć się całkiem poważnym bussinesem, jakim stały się wybory, oraz promowanie polskich miss na świecie.

Oczywiście urodzie polskich panien przypisać należy fakt, że kilka z nich zajęło w ubiegłym roku dobre miejsca w światowych rankingach urody, a jedna uznana została za najpiękniejszą. Faktem jednak pozostaje, że ich promocją zajmowała się już spółka „Missland”.

Dotychczasowym monopolistą zatrzęsło. Posypały się artykuły wyjaśniające, że jedynym władcą oraz dystrybutorem urody polskich panien jest „Express Wieczorny”.

Nim jednak nasze panny zabłysły na światowych konkursach – był sąd rejonowy dla Warszawy-Pragi.

Sąd w trybie nieco dziwnym / nie zawiadamiając o postępowaniu drugiej, „oskarżonej” strony, oraz występując z… urzędu uznał, że gazecie przysługuje wyłączne prawo do posługiwania się nazwą Miss Polonia.

Zapomniał jednak zawiadomić o tym w przepisowym terminie „Missland”.

Co oczywiście, nie było żadnym kłopotem, bo „Express” natychmiast wyrok ogłosił na swoich łamach, nie bacząc na drobiazgi, jak ten chociaż, że adwokat „Misslandu” wniósł do sądu zażalenie, zarówno na tryb postępowania, jak i zasadność wyroku. Z przytoczonych przez niego argumentów wynika, że „Express” i jego „Stowarzyszenie Przyjaciół nie spełniają żadnych praktycznie wymogów, zezwalających im na posługiwanie się nazwą Miss Polonia. No chyba że, przez zasiedzenie…

Nos do tabakiery, czy…?

-Sąd udzielił ochrony prawnej przewidzianej przepisami Kodeksu Handlowego osobie, /czyli „Expressowi”/ której ta w sposób najbardziej oczywisty nie przysługuje – napisał adwokat w odwołaniu. No, ale to już sprawa niezawisłego sądu. My idziemy dalej tropami awantury o Miss.

Większość polskich dziewcząt obywateli zapewne rzeczywiście kojarzy sobie wybory Miss Polonia z działalnością „Expressu”.

Pozostaje jednak jeszcze pytanie: z kim, lub z czym kojarzą sobie konkurs Miss Polonia sponsorzy i zagraniczni organizatorzy liczących się w świecie konkursów urody?

Czy z osoba dzielnego red. Stawickiego z „Expressu”, czy z Chmielewskim i Biurem Miss Polonia, z którymi kontaktują się od lat? Okazuje się, że – niestety, kojarzą sobie z tym drugim. I tu właśnie leży pies pogrzebany.

Kiedyś ładny, a teraz brzydki /dla „Expressu” Chmielewski stał się w międzyczasie firmą. Firmą na tyle budzącą zaufanie, że dziewczęta zgodziły się powierzyć mu prowadzenie ich spraw, zaś organizatorzy konkursów nadal z nim to chcą rozmawiać o „dystrybucji” polskiej urody.

Jest kłopot? Jest!

„Express” lubiłby mieć konkurs Miss Polonia nadal u siebie, bo to i splendory i pieniądze dla redaktorów na różne zagraniczne wojaże /inna rzecz, że tych pieniędzy nigdy nie było tak dużo, żeby starczyło i na potrzeby gazety i wygrywających konkursy panienek/.

I nic w tym dziwnego. mamona, miła rzecz. Tym niemniej, warto odpowiedzieć na jedno jeszcze pytanie, co uczciwsze: czy dobrze organizować konkurs dla najpiękniejszych, finalistkom zapewnić przyzwoite warunki podczas zagranicznych startów, a w wypadku ich sukcesów samemu zarobić? Czy może robić konkurs, bo jak on się odbędzie, to i protektorzy /nie mylić ze sponsorami/ załapią się na to i owo?

Chmielewski twierdzi, że interesuje go to pierwsze.

„Express” zamartwia się, że polskie dziewoje ucierpią pod tak nieodpowiednią opieka. Tylko my – zdają się czule szeptać ludzie stamtąd. A jak szepty nie pomagają, to zaczynają krzyczeć. A jak krzyczą, to pamięć słabnie im coraz bardziej. Niedobrze mieć słabą pamięć.

Nie pamiętają, że już kiedyś tę samą złotą kurę wabili na swoją stronę. I robili to tak skutecznie, że za nimi polazła. Kura, jak kura, widać wybrała ten kurnik, gdzie obficiej sypano ziarnem.

Przed laty, kiedy konkurs Miss Polonia dopiero nabierał rozmachu – jego organizowaniem zajmowała się Estrada. A potem tak się jakoś porobiło, że dzielni menagerowie z „Expressu” oddalili się nucąc ‚tylko my…” i ściskając pod pachą inkryminowaną kurę.

Do boju!

Wydawało się, że spory wokół Miss ucichły. A tu – figa. Wojna rozgorzała na nowo.

Po emocjach związanych z faktem uznania Polki najpiękniejszą dziewczyną świata, miłośnicy konkursu mogą liczyć na następne atrakcje. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku najpiękniejsze nam się rozmnożą.

Eliminacje do konkursu Miss Polonia już trwają, gdzie nie gdzie wybrano już Miss regionów, a „Express” przystępuje do organizowania konkursu Miss Polonia. I niechby go sobie organizował, bo – jak się, okazuje, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby konkursów urody było „na pęczki”. Ten towar nigdzie na świecie nie jest reglamentowany. W jednym z krajów skandynawskich dwaj menagerowie działają ramię w ramię. Jeden „obstawia” Miss Universe, drugi – Miss World, nie mówiąc już o wysyłaniu kandydatek na pomniejsze konkursy.

Od przybytku głowa nie boli -twierdzą w Misslandzie. Ba, to jednak zależy, kogo. Tych z Misslandu nie, bo twierdzą, że na rynku urody, jak na każdym innym normalnie funkcjonującym zwycięża po prostu lepsza oferta.

„Express”? No cóż, zdolnych ludzi nie brakuje, nie jeden Chmielewski na świecie, ale nim gazeta to udowodni -minie trochę czasu. Odpadnie trochę splendorów i pieniędzy, dojdzie -niepotrzebnej roboty. Szkoda. Jest się o co zdenerwować. I „w nerwach” gazeta zachowuje się nie to, że nieładnie. Kłamie po prostu. Są dowody.

Polonia – nie!

Po drodze do tegorocznych eliminacji był jeszcze jeden sąd. Rejonowy dla m. st. Warszawy. Wydział XVI Gospodarczy na posiedzeniu niejawnym /?!?/ postanowił wezwać Biuro Miss Polonia „Missland”, spółkę z o.o. do zmiany firmy spółki poprzez wyeliminowanie z niej zwrotu „Biuro Miss Polonia” pod rygorem wymierzenia grzywny. Zażądać od spółki zaniechania dalszego używania firmy spółki w dotychczasowym brzmieniu.

Minęło trochę czasu nim „Express” zmiarkował, że choć nazwę, owszem, zmieniono, to jego interesó w niczym to nie poprawi.

Ale – jak już zmiarkował – to przystąpił do kontrofensywy.

Rozesłał mianowicie, gdzie się da informacje o tym, że Jerzy Chmielewski przestał reprezentować interesy „Expressu”. Co i prawda.

Niektórzy z adresatów zdziwią się zapewne, otrzymawszy pismo, w których gazeta przysięga: utwierdzamy was w przekonaniu, że wraz z odejściem Jerzego Chmielewskiego nic się w naszej współpracy nie zmienia.

Zapewnienia skierowane bowiem do pokaźnej grupy adresatów, którzy z konkursem zetknęli się ledwo, ledwo, albo i wcale.

W „Misslandzie” dziwią się, bo kto jak kto, ale oni pamiętają, kto należy do grona współpracowników.

Może więc chodzi raczej o zniszczenie konkurencji metodami nie wiele mającymi wspólnego z zasadami fair play? Oto bowiem „Express” zapewnia: pan Chmielewski nie ma żadnych praw do organizowania konkursu Miss Polonia i tym samym delegowania dziewcząt na konkursy międzynarodowe.

Skąd zacna i dbająca o wiarygodność wśród czytelników gazeta wytrzasnęła takie horrendum – nikt /poza nią samą zapewne/ powiedzieć nie potrafi. Zalatuje dawnymi czasy, słodkimi monopolami. Na dziewczyny i na prawdę, która prawdą nie jest.

Organizowanie konkursu piękności pod nazwą Miss Polonia i innych odmian językowych tej nazwy jest przez nasze Stowarzyszenie i redakcję zastrzeżone w Polskim Urzędzie Patentowym…

Zdziwi się więc także i czcigodny Urząd, gdy się o tym dowie. W Polskim Urzędzie Patentowym znajdują się bowiem wnioski obydwu zainteresowanych stron. Wnioski będą rozpatrzone według kolejności. Na razie ich kolejka jeszcze nie nadeszła.

Czyje co je?

O tym czy Biuro to ludzie plus umiejętności, czy też biuro, to biuro, choćby przyszło je organizować od nowa – rozstrzygną zapewne kolejne sądy.

Sądy jednak na pewno nie zadekretują – bo nie mogą – wyłączności na piękne panienki. I każdy, kto ma trochę oleju w głowie – musi już teraz, bez sądowych wyroków o tym wiedzieć.

Miło, że choć czasy takie niepewne, to u nas – wszystko po staremu. Nie wyłaź bracie z polskiego piekiełka, bo już swoi dopilnują, żeby ci się, broń Boże, nie udało.

Jeden z organizatorów terenowego konkursu na najpiękniejszą Polkę widzi całą rzecz tak:
To, że oni tam w Warszawie, głowy sobie urywają – nam, póki co w niczym nie przeszkadza. Lokalni sponsorzy dopisali, dziewczyny są w tym roku piękne. Do następnego etapu konkursu jest jeszcze trochę czasu. Pod czyim patronatem wystartują nasze panny, „Expressu”, czy „Misslandu”? Zdecydujemy się na tego, kto im zapewni lepsze warunki, da lepsze gwarancje. Bardzo przyjemnie, że skończył się monopol. Konkurencja zawsze dobrze robi w interesach.

I wszystko byłoby świetnie, bo nic jeszcze nie zostało ustalone, ani zaklepane. Umów o występach polskich dziewczyn w tegorocznych konkursach nie podpisano. Ich organizatorzy także przyjrzą się uważnie polskim ofertom i wybiorą – lepszą. „Express” nie ma jednak wcale ochoty na dopuszczenie kogokolwiek do zabawy, w której do tej pory dyktował warunki. Dlatego raz jeszcze mija się z prawdą, obwieszczając, komu się da:
Licencją na organizowanie konkursu wydana została wyłącznie dla nas. A zatem używanie bez naszej zgody nazwy naszego konkursu /w tym również jego semantycznej odmiany – Miss Polski/ jest niedopuszczalne i grozi konsekwencjami prawnymi.

Nie pozostaje nic innego, jak zaproponowanie „Expressowi” żeby wykosztował się jeszcze raz i wysłał wszystkim – zainteresowanym oraz niezainteresowanym fotokopię owej licencji. Utnie to raz na zawsze wszelki spory.

Kłopot tylko z tym, że ponoć licencji gwarantujących wyłączność na konkursy urody nie wydawano w ogóle.

Ot, nieprzyjemność taka…
MARTA ZIELIŃSKA

Tagi: