Miss Buszu

„Szpilki” Warszawa, 09 kwietnia 1987 roku. Miss Buszu

Świadectwem prawdziwości poglądu, że idzie wiosna, jest zakończenie cyklu organizacji eliminacji regionalnych panienek, które uparły się, że zostaną Miss Polonia’87.

Pokazywanie zimową porą rozebranych młodych dam jest częścią wyrafinowanego planu administracji mieszkaniowej rozgrzania ludności w inny sposób niż prawidłowo działające kaloryfery. Pozostałe części składowe tego planu, to eliminacja połowy taboru komunikacji miejskiej, zmuszająca społeczeństwo do rozgrzewających pościgów za samotnie przemykającymi autobusami oraz ocieplającego ścisku w tramwajach.

Wydaje się jednak, że najskuteczniej działa ten pierwszy środek, to znaczy wybory Miss. W Toruniu, gdzie wybierano najpiękniejszą dziewczynę województwa, największą aulę Uniwersytetu Mikołaja Kopernika zapełniły nieprzeliczone tłumy znawców obojga płci, przy czym należy stwierdzić, że znawcy rodzaju żeńskiego wyrażali sądy wyraźnie surowsze, uważając zapewne słusznie, że nie takie rzeczy pokazałyby osobiście, gdyby się zdecydowały w konkursie wystąpić, ale się wstydziły przy świadkach.

Przypomina mi to historię, gdy pewna znajoma dama, bawiąc na wycieczce w Tajlandii zaprowadziła męża do night clubu, w którym atrakcją były sztuki pokazywania przez sprytne i rozebrane Tajki, jako to otwieranie coca-coli bez użycia otwieracza, trafianie piłeczkami ping-pongowymi do szklanek bez udziału kończyn, a w końcu pisanie flamastrem na arkuszach papieru różnych tekstów w rodzimym języku. Następnie zapisane równiutko krzaczkami kartki sprzedawały publiczności po 100 bathów (wówczas 8 dolarów). Zgłosił się tylko jeden kupiec i był nim ów przyprowadzony przez znajomą nam damę mąż. I rozległ się w ponurym zaułku Bangkoku, w sercu tropikalnej Azji straszliwy, bolesny krzyk tej skrzywdzonej niewiasty: „Heniek, coś zrobił kretynie, ja bym ci nie takie rzeczy napisała w hotelu za darmo! O Boże, osiem dolarów!”.

Wybory miss polegają bowiem, co prawda, na wybieraniu najpiękniejszej, ale spośród najodważniejszych, które się do wyboru zgłoszą. W Toruniu było ich dziewiętnaście, w tym większość z Grudziądza. W Chełmie natomiast, gdzie impreza odbywała się bez udziału publiczności, ale za to przed siedemnastoosobowym jury prawie wyłącznie męskim, zgłosiło się kandydatek dwanaście. W Toruniu panie prezentowały się w kreacjach wieczorowych i mini, w Chełmie zaś w ubraniu i w kostiumach kąpielowych, przy czym wcale nie oznacza to, że w stolicy polskich pierników (nie można ich dostać) pięknego, odkrytego ciała pokazano mniej.

Pani, która w Toruniu wystąpiła w cętkowanej mini – kreacji i z szarfą z napisem „Miss buszu”. A która była naszą faworytką od samego początku (zajęła wskutek zaniedbań jury dopiero czwarte miejsce, ale i tak się przebije) miała na sobie na pewno mniej materiału niż wicemiss Chełmna, która zademonstrowała jednoczęściowy kostium kąpielowy, przypominający jednak bardziej sukmanę.

Zadbano o bezpieczeństwo i higienę, wybory chełmskie przeprowadzono prawie na podwórku Pogotowia Ratunkowego, bo w Klubie Kolejarza (zapewne żeby mieć czym uzasadnić stawanie pociągów w szczerym polu), a w Toruniu funkcjonował bufet, w którym sam zastawa za szklankę kosztował 100 złotych, na zawartość to już mało kogo było stać. Ot, wziął szklankę, rozbił o głowę, ochłonął i wrócił na salę.

Panienki popisywały się także słownie. Oprócz sztampowych przedstawień, w rodzaju: „Najbardziej uwielbiam muzykę dysko i dobrą książkę”, „Kocham kwiaty, zwierzątka i przystojnych mężczyzn” (tu przeciągłe spojrzenie w kierunku przewodniczącego jury) były i ciekawsze.

Miss Uniwersytetu Toruńskiego oświadczyła, że najbardziej lubi jachty pełnomorskie i gdyby któryś z panów siedzących na Sali taki akurat budował, to ona chętnie itd.

Marysia z III klasy II LO w Chełmie poinformowała jury, że najchętniej czytuje książki Jana Dobraczyńskiego (wymieniła ich sześć!) słuchając przy tym muzyki rockowej (wymieniła jakiej!). Nieszczęśliwie się złożyło, że te interesujące kandydatki w wyborach jednakowoż przepadły. W Toruniu wygrała pani, która ostatnio (tzn. 6 lat temu) czytała „Pana Tadeusza”, ale, mój Boże, jak ona wyglądała! Niech ona sobie będzie analfabetką nawet, ona czytać nie potrzebuje.

Wybory miss, to nie wybory kandydatki na stanowisko docenta. Mężczyznom, z racji kompleksów, zawsze bardziej podobały się niewiasty z pogranicza debilizmu, a okularnice podpierały ściany na potańcówkach. To czy organizatorzy imprezy pt. „Miss Polonia” mogą to zmienić w ciągu pięciu lat?

KASZ

Tagi: