Lidka i Magda przecierały szlak…

Serwis prasowy 7/91 (Katalog finałowy Miss Polska 1991)

„Dziewiątka” powinna być w tym roku szczęśliwą liczbą. I może dziewczyna występująca z tym numerem w konkursie o tytuł Najpiękniejszej wygra. Ale tylko… może, bo kandydatki w konkursie Miss Polska występują w kolejności alfabetycznej, a jurorzy przyglądają się buziom i figurom, nie zaś kotylionom.

Właśnie już po raz dziewiąty!

Tą PIERWSZĄ MISS po wsze czasy pozostanie LIDKA WASIAK, szczecinianka, która wygrała w Sali Kongresowej w 1983 roku, kiedy oprócz urody potrzebna była także nie lada odwaga, żeby w takim konkursie w ogóle wziąć udział. I organizatorom też wcale nie było łatwo, bowiem mało tęgie polityczne głowy miały szereg wątpliwości, czy wybory Najpiękniejszej Polki nie kłócą się aby z pryncypiami ustrojowymi? Na szczęście, szybciej skończył się ustrój, a nasz konkurs trwa i ma się dobrze, coraz lepiej!

Dzieje się tak dlatego, że wybory Miss przede wszystkim zaakceptowała publiczność, i to nie tylko ta, która towarzyszyła kandydatkom w pierwszym finale i siedmiu kolejnych, ale publiczność prawdziwie szeroka – społeczeństwo, które z zaciekawieniem przyjęło reguły gry i raz do roku do późna w nocy śledziło telewizyjne transmisje, a następnego dnia żywo komentowało wybór tej, która na cały rok właśnie miała być uosobieniem wszystkich pięknych Polek.

Konkurs ma tradycję i burzliwą historię. Czy naprawdę MAGDA JAWORSKA /1984/ była Miss nieszczęśliwą? A czy KASIA ZAWIDZKA /1985/ była Miss nie docenioną, skoro urzekła urodą i kulturą bycia wszystkich, z wyjątkiem jurorów konkursów międzynarodowych pomijających jej nazwisko w swoich werdyktach? Chyba jednak nie, skoro zrobiła wielka karierę jak modelka w Ameryce, w najsilniejszej konkurencji.

Każda elekcja prowokowała najprostsze pytania. Czy RENTA FATLA /1986/ przejdzie do historii jak Miss zapomniana, bo stroniła od wywiadów, zadawalając się karierą w nowym zawodzie modelki we włoskiej agencji?

A cóż dopiero mówić o MONICE NOWOSADKO /1987/, której w ogóle część wielkiej, masowej widowni i nawet niektóre panie jurorki odmówiły prawa do tytułu najpiękniejszej? I czy może mówić o przegranej największa rywalka Moniki – Bogna Sworowska, skoro w wielkim świecie radzi sobie fantastycznie i prosto z naszego konkursu trafiła na okładkę „Playboya”, w dodatku na pierwszą w dziejach tego pisma – „ubraną” okładkę?

Czy JOASIA GAPIŃSKA /1988/ była Miss najspokojniejszą? Tylko dlatego, ze gdy pojawiła się na eliminacjach, wszystkich urzekła wdziękiem i właściwie do końca, do finału nie miała godnej swej urody rywalki.

A wreszcie Miss spełniona – ANETA KRĘGLICKA /1989/. Czy osiągnęła wszystko, skoro jako pierwsza – i jedyna! – Polka została Miss Świata? Ten sukces nad sukcesami zapamiętamy na zawsze, pozostawiając sobie przecież odrobinę nadziei, że to nie po raz ostatni Polka jest Najpiękniejszą Kobietą Świata.

Lecz czy EWA SZYMCZAK /1990/ nie była Miss Najbardziej pechową? Przecież widomo było, że po sukcesie Anety w następnym roku Miss Polska ma w konkurencji międzynarodowej szanse znikome albo zgoła żadne, bo jurorzy nie zwykli nagradzać rok po roku reprezentantki z tego samego kraju.

Ale przecież konkursów o tytuł najpiękniejszej nie można rozpatrywać wyłącznie w kategoriach konkurencji. Sam tytuł Miss Polski zapewnia szaloną wprost popularność, otwiera granice świata, zmienia dotychczasowe plany życiowe i znacznie poszerza horyzonty.

Najpiękniejsze odjeżdżają z konkursów luksusowymi limuzynami, po sam dach wypełnionymi dziesiątkami prezentów. Ale kiedy Lidka i Magda przecierały szlak dla swoich następczyń nagrodą główną w tych konkursach był zaledwie „maluch” – fiat 126p. I już pewnie po tych pierwszych prezentach nie ma śladu.

Janusz Atlas, Jerzy Szamborski

Tagi: