Naga Miss

Gazeta Wyborcza Warszawa, 28 października 1989 roku

Naga Miss

Konkursowi „Miss Polonia” tradycyjnie już towarzyszy otoczka skandalu. Największy hałas powstał dwa lata temu, gdy kierownik Biura Miss Polonia Jerzy Chmielewski, juror konkursu, przytrzymał pod kluczem osoby z jury, m. in. Zofię Nasierowską, Barbarę Hammer, Beatę Tyszkiewicz pozbywając je wpływu na ostateczny wynik.

W tym roku awantura dotyczy nie spornych kanonów urody, lecz pieniędzy. Elekcją najpiękniejszej Polki zajmowało się dotąd Stowarzyszenie Przyjaciół Expressu Wieczornego – grupa jego pracowników tworzyła biuro. Od września piątka pracowników biura odeszła z „Expressu”. Jerzy Chmielewski usamodzielnił się zakładając spółkę „Biuro Miss Polonia – Missland” i przestał być przyjacielem „Expressu”, a ubił interes ze „Sztandarem Młodych”.

ZŁOTODAJNE KONTO

Zainteresowanie konkursem było duże, ale mało kto przypuszczał, że dla gazety jest on kurą, która znosi złote jajka. Pracownicy biura działali sprawnie; na oczach całej Polski, z roku na rok, atrakcyjne nagrody dla poszczególnych missek sypały się coraz obficiej. Od 1986 roku sponsorzy zasilali też imprezę dewizami: były to sumy rzędu od trzech do pięciu tysięcy dolarów, przeznaczone na potrzeby aktualnej miss – jej sceniczne kreacje, kosmetyki, podróże, fryzjera itp. Dewizy wpływały na konto stowarzyszenia w RSW, które zajmowało się też sprawami wyjazdowo-paszportowymi. Dla Biura Miss Polonia otworzono specjalne subkonto.

List do „Gazety Wyborczej” zatytułowany „Oskubanie Miss Polonii” dotyczy stanu tego subkonta i jest podpisany przez piątkę przedstawicieli „Misslandu”: „Dewizy zarabiało Biuro, a wydawał redaktor naczelny „Expressu Wieczornego”, fundując sobie i pracownikom wycieczki służbowe” – piszą autorzy. – „Pieniądze zostały w Australii, Meksyku, Seulu, Cannes, Reykjaviku, Wiedniu, Nowym Jorku i innych miastach świata. Laureatkom przyznawano symboliczne kwoty”.

„Dwa lata temu zorientowaliśmy się – mówi Chmielewski – że pieniądze są z konta podbierane. Całkiem przypadkowo natrafiłem na wniosek dziennikarski: wyjazd na spotkanie Gorbaczow – Reagan, źródło dewiz „z konta Biura Miss Polonia”. Pobiegłem zajrzeć do kartotek: Gorbaczow – Reagan dwa razy, piłka w Meksyku raz, dwa razy Cannes, Seul, Australia… A potem zastępca redaktora naczelnego „Expressu”, Janusz Wasilewski, który jest również wiceprezesem Stowarzyszenia Przyjaciół i dysponentem dewiz, dał zakaz informowania osób postronnych o stanie konta.

Redaktor naczelny „Expressu Wieczornego”, Jerzy Łukaszewicz zaprzecza stanowczo, jakoby skubał Miss Polonię: – Stowarzyszenie Przyjaciół „Expressu” powstało po to, żeby wspierać gazetę, a nie konkurs piękności żeńskiej. Pismo jest celem, a wybory miss środkiem. Dewizy wpływające na konto stowarzyszenia były wydawane zgodnie z jego statutem i celami.

Dorocznym pięknością dziennikarze pisma zawdzięczają obecność na festiwalach filmowych, w ONZ i przy spotkaniach na szczycie. A przy tym „nie działo się to ze szkodą dla dziewcząt, którym zawsze pozostawała więcej niż połowa wpływów”. – zapewnia naczelny „Expressu”.

NA CO MOGŁY LICZYĆ

Chmielewski jest jednak przeciwnego zdania: „Express” traktował dziewczyny po macoszemu, naczelny nigdy żadnej z nich nie zaprosił choćby na pięć minut konwencjonalnej rozmowy, by pogratulować życiowego sukcesu. Gdyby nie pracownicy biura (”My jesteśmy trochę kopnięci na punkcie tego konkursu” – mówi Irena Barszczewska, dawniej Stowarzyszenie, dziś „Missland”), dziewczyny byłyby niemal gołe i bose.

Miss Joanna Gapińska przez cały rok stroiła się na własną rękę i z własnej kieszeni. „Telimena”, która obiecała szyć dla niej unikatowe stroje na miarę, wykręciła się z obietnicy sukienkami po pokazach, zdjętymi z modelek i pobrudzonymi szminkami. Biuro wystąpiło o przyznanie miss, tytułem rekompensaty, pięciuset tysięcy złotych, i nawet już to dziewczynie publicznie obiecano. Skończyło się jednak na słowach, „sukniach na scenę i kilku parach codziennych pantofli”.

Śliczna panna Gapińska, Miss Polonia’88, szczęścia do „Expressu” nie ma: proponowane jej przez biuro trzysta dolarów kieszonkowego na wyjazd do Włoch wice naczelny pisma i wiceprezes Stowarzyszenia Przyjaciół Expressu Wieczornego własnoręcznie długopisem przekreślił i napisał „Sto”.

Wasilewski przyznaje: owszem, to on miss podskubał! „Dostała pieniądze tylko na coca-colę” – wyjaśnia. – „Przecież nie wyjeżdżała na zakupy, a całą resztę, to jest przejazdy, hotel, posiłki, rozrywki – zapewniali jej organizatorzy”.

W umowach, wzorowanych na dokumentach istniejących na świecie, które finalistki konkursu podpisywały w stowarzyszeniu, jest mowa o konieczności trwania w panieństwie, stroju i uczesaniu, uczestniczeniu w akcjach charytatywnych i reklamowych. Nie występuje słowo „dolar”.

Miss Polonia może liczyć tylko na 30 tysięcy miesięcznego ryczałtu ze strony stowarzyszenia w złotówkach. Taka suma nie wystarcza dziś nawet na pudełko importowanego kremu i fryzjera.

MISS I LENINOWSKA ZASADA

Łukasiewicz dokładnie wie, z czym mamy do czynienia: „z próbą zawłaszczenia konkursu, który jest własnością „Expressu Wieczornego”, przez inicjatywę prywatną”. Stowarzyszenie wystąpiło do Sądy Rejonowego na Pradze, który zarejestrował „Missland”, z wnioskiem o usunięcie z nazwy spółki terminu „Biuro Miss Polonia”, w uzasadnieniu informując, że „Firma, która chce przejąć naszą działalność, działa w celach zarobkowych, a nie charytatywnych i społecznych”.

W cztery dni po koronacji ’89 finalistki podpisały umowy z „Misslandem”, czego Stowarzyszenie Przyjaciół z początku nawet nie zauważyło. W każdym razie – od lipca do października nikt nie zwrócił się z żadną sprawą do którejkolwiek miss. Tymczasem Aneta Kręglicka, Miss Polonia’89, najspokojniej odebrała tysiąc dolarów od firmy „Ives Rocher”, nim trafiły na konto stowarzyszenia.

Przedstawiciel firmy „Computer – Program – Video” wręczył jej dalsze pięćset, jako kieszonkowe do Tokio. W konkursie japońskim „Miss International” została pierwszą wicemiss, odnosząc sukces, jak Elżbieta Lebioda, wracając do Polski w koronie „Królowej Świata”. Obie są dziś klientkami „Misslandu”, obu zapewniono (po raz pierwszy!) opiekę prawną. Miss Polonia co miesiąc dostaje z firmy ryczałtem ćwierć miliona złotych.

I wszyscy są zadowoleni – także „Missland”, zastrzegający sobie 20 proc. Dewizowych zarobków miss.

Tylko naczelny „Expressu” zapewnia: „Nie ustąpimy z placu boju”, a wiceprezes stowarzyszenia chciałby zrobić „Taki konkurs, żeby Chmielewski dostał zawału”.

W statucie stowarzyszenia nie ma ani słowa o Miss Polonii. Jest natomiast punkt określający jako cel działania „Realizowanie leninowskiej zasady, iż organa prasowe powinny w swoim działaniu przyjmować z zewnątrz i promować samemu takie formy działania, które spełniają potrzeby wyższego rzędu członków Stowarzyszenia Przyjaciół „Expressu Wieczornego” i czytelników „Expressu”.

Aldona KRAJEWSKA

Tagi: