Debiutanci i rentierzy…

Słowo Polskie. Wrocław, 06 grudnia 1991 roku

Debiutanci i rentierzy czyli rekordowa elekcja

Pod wieloma względami były to niezwykła wybory. Ostateczna decyzja o ich organizacji zapadła przecież zaledwie na 10 dni przed ustalonym wcześniej terminem. Cóż, Jarosław Świątek, główny organizator, wieloletni przedstawiciel „Misslandu” na Dolny Śląsk, obecnie szef firmy GP Trailer, a w cywilu narzeczony Miss International’91, Agnieszki Kotlarskiej – przez długi tygodnie zył zupełnie innymi sprawami.

Wreszcie ruszyły kolejne eliminacje. Iwona Zdanowicz z wrocławskiej telewizji stanęła na głowie i załatwiła sponsorów. Impreza robiona w ostatniej chwili nie oszczędziła organizatorom nerwów. O zadziwiającej metamorfozie Agnieszki Lechowicz, która została prawie jednogłośnie Miss Dolnego Śląska’92 już pisaliśmy. Warto dodać, że redaktor Tomasz Orlicz z TV Wrocław nie tylko, że nie głosował jako jedyny z jurorów na Agnieszkę, to jeszcze próbował wnieść „votum separatum”. I niech mnie ktoś teraz zacznie przekonywać o braku emocji podczas pracy jury. Gdy nawet najwięksi twardziele się im poddają…

Jurorami byli głównie sponsorzy i inne zasłużone dla miasta osoby. Szkoda, ale od czasu gdy wrocławski magistrat potraktował z lekkim i niezrozumiałym dystansem te wybory jego przedstawiciele nie są tu zapraszani. Za to w roli jurora debiutował dyrektor Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu Stanisław Zięba. Debiut był udany, choć jego rozmowa z jednym ze sponsorów – jurorów, przedstawicielem wielkiego przemysłowego potentata, przejdzie zapewne do historii wyborów. Na pytanie dyrektora rzucone mimochodem, czy aby przypadkiem słynny „Torf-Corporation” nie korzysta z oczyszczalni ścieków sponsora – ten mocno się zmieszał i zmienił temat. Gdy później niebacznie usadzono dyrektora i sponsora przy jednym stoliku – rozmowa wyraźnie się nie kleiła, a sponsor szybko się ulotnił.

Od wyraźnej jednomyślności jurorów, publiczności, fotoreporterów i „Kuriera Polskiego”, którzy postawili na Agnieszkę Lechowicz odbili jedynie Czytelnicy „Słowa”, przyznając tytuł swojej miss – wrocławiance Monice Zwolskiej. Wręczenie nagrody „Słowa Polskiego” Monice, roweru ufundowanego przez salon „Le Mirage”, poprzedził nerwowy moment nie przez wszystkich telewidzów wyłapany. A było to tak. Zygmunt Chajzer ogłosił moment koronacji. Rower stał już w kuluarach, ale naszego „słowiańskiego” przedstawiciela jeszcze nie było. Przebijał się z trudem przez tłum wielbicieli 9dziewcząt) od stolika jury za sceną. Wreszcie dotarł i tu konsternacja. Nikt nie wie, kto został miss „Słowa”. Dopiero gdy szef szturchną mnie w ramię, oprzytomniałem i oderwałem wzrok od szykujących się do kolejnej dekoracji najładniejszych dolnośląskich nastolatek i wyrzuciłem z siebie werdykt Czytelników: Monika Zwolska. Wiedziało o tym jeszcze kilka innych osób, ale cóż, nerwy…

Koronacyjny bal przeciągną się do 2 w nocy. Jeden z byłych sponsorów o skandynawskim pochodzeniu i urodzie rzucił nie podjęte przez ogół hasło przenosin do „Dworu Wazów”. Część jurorów wraz z organizatorami udała się do hotelowych pokoi, aby dokonać pierwszej oceny imprezy. Podczas wesołej zabawy doszło do groźnie wyglądającego w pierwszej chwili upadku. Znana organizatorka finałów Miss Polski, Ula Rudnicka z „Misslandu” nieszczęśliwie przecięła sobie łuk brwiowy. Szybko zawieźliśmy Ulę do lekarza. Zamiast na pogotowie trafiła jednak na… oddział chirurgii dziecięcej. Mimo tej pomyłki dyżurny chirurg, siostry i pozostały personel z sercem podeszli do nocnej pacjentki. Po raz kolejny okazało się, że na oddział doktora Klempousa można liczyć. A rano blizny na łuku już prawie nie było widać.
MACIEJ GŁOWACKI

Tagi: