Bez skandali ani rusz

Słowo Polskie Wrocław, 26 lipca 1991

Bez skandali ani rusz

Sopockie święto piękności pod znakiem sensacji i nieudanych manipulacji

Jak zwykle w Sopocie zaczęło się od Gawińskiego. Tomek Gawiński to znany dziennikarz „Wieczoru Wybrzeża” od lat dużo i często piszący o konkursach piękności, a od paru lat szukający z podziwu godnym skutkiem wszelkich skandali, afer i innych bulwersujących zdarzeń.
Drobna scysja z ekipą ochraniającą uczestniczki konkursu „Queen of Europe’91” kończy się dla niego, oczywiście, artykułem na I stronie.

„Missland”, a właściwie jego szef, Jerzy Chmielewski, reaguje nerwowo – nie chce wpuścić niesfornego redaktora na wybory Miss Polski’91. Szkopuł w tym, że Tomek ma nie tylko legitymację dziennikarską, ale i normalny, kupiony w kasie bilet. Po interwencji Janusza Atlasa, rzecznika prasowego „Misslandu”, jednak wchodzi do Opery Leśnej. To pierwsza z nagłośnionych „aferek”. O tych, co miały miejsce wcześniej, wie mało kto.

Wybory bez Miss ?

Tymczasem niewiele brakowało, aby jedna z laureatek (nie Agnieszka) w ogóle nie wystartowała w finale. Wraz z koleżanką oddaliły się samowolnie ze zgrupowania w Wieżycy z dwoma tajemniczymi panami przybyłymi pięknym sportowym samochodem z zachodnią rejestracją. Jeden z nich był, podobno sponsorem imprezy i członkiem jury. Despotyczny szef „Misslandu” nie wahał się ani chwili i natychmiast zdyskwalifikował i wykluczył z konkursu dwie uciekinierki. Zacietrzewionego szefa uspokajało liczne grono pracowników i sympatyków. Do choć dziewczęta złamały regulamin to ten jego punkt o zakazie opuszczania ośrodka (nawet na spacer) wielu wydawał się zbyt surowy. Poza tym nieobecność dwóch uroczych osóbek popsułby momentalnie mozolnie ćwiczone przez tygodnie układy choreograficzne.
Chmielewski dał się  ubłagać i ostatecznie incydent nie miał chyba żadnego wpływu na późniejszy werdykt jury, z którego nie wykluczono też niesfornego sponsora.

Agnieszka superstar

Wrocławianka Agnieszka Kotlarska, uchodziła w oczach wielu ludzi, związanych z wyborami, za zdecydowaną faworytkę. Ten ciężar dźwigała z klasą prawdziwej damy, nie dając nic po sobie poznać. Historia wyborów uczy, że rzadko kiedy ogólna faworytka została MISS. Po rozmowach indywidualnych z jurorami notowania Agnieszki poszły tak wysoko, że nawet zwykle tajemniczy przed wyborami rzecznik Atlas „puścił o tym farbę” dziennikarzom. Nie było jeszcze takich wyborów, na których by nie próbowano trochę jurorami pomanipulować. Najprostszy sposób – to sugerowanie, że w danym roku w światowych konkursach największe szanse ma taki, a nie inny typ urody. Pierwsze próby tego typu podchodów uciął w zarodku sponsor i juror wrocławski – Szwed czy raczej szwedzki wrocławianin, właściciel najlepiej kooperującego w Polsce szwedzkiego przedsiębiorstwa „GP Bolagen” – Wiesław Michalski. Po jego krótkiej, ale dobitnej przemowie, odwołującej się do uczciwości i moralności – o żadnej manipulacji nie mogło być już mowy.

Brawo Rosjanie

Koncert Miss Polski’91 nie był bezpośrednio transmitowany przez Telewizję Polską. Dyrektor Gaweł skutecznie wypłaszający wszelka reklamę z telewizyjnego okienka tym razem chciał rzucić „Missland” na kolana horrendalnym, blisko miliardowym haraczem za transmisję. Organizatorzy się nie dali i konkurs zarejestrowała przy pomocy super sprzętu radziecka telewizja. Ich ekipa była tańsza od TYP, a nadzwyczaj efektowne rezultaty jej pracy zobaczymy najpóźniej do 3 sierpnia na ekranach TV.

Jak za dawnych dobrych lat

Po koncercie Miss Polski’91 nie było tym razem od razu balu koronacyjnego. Dziewczęta, organizatorzy, sponsorzy i zaproszeni goście udali się do pięknej leśniczówki, gdzie unosił się smakowity zapach pieczonego dzika, kiełbasek i wojskowej grochówki. A obok serwowano także darmowe piwo. Nie zapomniano i o amatorach mocniejszych trunków. W środku lasu nie zabrakło pełnego wyszynku z wieloma rodzajami alkoholi i i lodem. Za to już trzeba było płacic, ale – jak twierdzili najstarsi reporterzy – i tak zapachniało starymi, dobrymi czasami.

Wojna o Miss

Dzik po koncertowy przedłużył się do wczesnych godzin rannych soboty, 20 bm., która upłynęła pod znakiem ostatnich przygotowań do wyborów Queen of Europe’91. To była bardzo ważna dla „Misslandu” impreza. Przecież firma ta wciąż toczy wielką, choć obecnie zakulisową wojnę z biurem Miss Polonia. Impreza „Misslandu” cieszy się większym powodzeniem wśród dziewcząt. W eliminacjach do Miss polski startowało ich ponad 2000, kilka razy więcej niż u konkurencji. Nagrody w obu konkursach są jednak równie wysokie. Walka trwa o prawo startu w konkursach międzynarodowych, jak i o ich organizację. Z trzech najpoważniejszych konkursów Miss International obsadza „Missland”. Miss Universe – biuro Miss polonia. A Miss World? Mam kserokopię licencji tej firmy dla „Misslandu”. Na podstawie identycznej w ubiegłym roku w tym konkursie startowała Miss Polski’90 Ewa Szymczak. Obecnie posiadaniem podobnej licencji chwali się także biuro Miss Polonia. Istnieją podejrzenia, że Biuro Miss World wydało po prostu dwie licencje. Żart z Polski – jedynego kraju, gdzie dochodzi do rywalizacji konkursów piękności? Nie wiadomo. Czas pokaże kto pojedzie na wybory. Jeśli będzie decydować uroda miss – to możemy być spokojni o szanse naszej Agnieszki. Wszelkie pomniejsze konkursy zdominował „Missland”. Dobre kontakty, jakie ma on z niemiecką firmą „Contacta International” organizującą imprezy „Queen of World” i „Queen of Europe” zaoferowały przyznaniem Polsce organizacji tej drugiej imprezy. Po raz pierwszy organizatorem międzynarodowego konkursu piękności został kraj z Europy wschodniej.

Królewska klapa czy sukces ?

Finał w Sopocie poprzedziła trasa koncertowa po Polsce. Nie zakończyła się ona powodzeniem. Mimo dobrej reklamy i atrakcyjnego programu sale w wielu miastach świeciłyby pustkami, gdyby nie wpuszczono widzów za darmo.
W Kielcach z ponad 3-tysięcznej widowni za bilety zapłaciło tylko 200 osób. Parę imprez, z powodu słabej frekwencji, odwołano. Sukcesem był wrocławski koncert – najsprawniej zorganizowany i pokazany na ogólnopolskiej antenie. Nastroje przed Sopotem były niewesołe, a z kasy „Misslandu” wyzierało dno. Sponsorzy jednak poratowali w trudnych momentach „Missland”. Niektórzy byli nawet hojniejsi niż obiecywali. Jak z nieba spadła oferta słynnej już „ART. B.” Zza chmur wyjrzało więc słońce i do końcowego happy endu brakowało tylko sukcesu sopockiego finału

Precz z kryptoreklamą !

Frekwencja dopisała nadspodziewanie. Nawet redaktor Gawiński był rozczarowany, że wpuszczono go bez żadnych problemów, choć na ewentualny incydent czekała już ukryta kamera TV. Koncert znów nagrywała telewizja radziecka i jej montażyści zdali ciężki egzamin. Wskutek nieporadności polskich organizatorów koncert rozpoczął się z 15-minutowym opóźnieniem. Tymczasem telewizyjna relacja miała być nadawana z niewielkim poślizgiem. Chmielewski za kulisami szalał i siwiał. Powód zdenerwowania był jeszcze jeden – na Sali była Pierwsza Dama III Rzeczypospolitej. Danuta Wałęsowa. Koncert się udał, ale radzieccy montażyści cudem zdążyli wyciąć z dialogu Tyma i Fronczewskiego kryptoreklamowy fragment. Gdyby nie zdążyli, posypałyby się głowy polskich realizatorów. Nie udało się wyciąć żartów z prezydenta, które Chmielewski usiłował przerwać od razu na scenie. Pamiętacie państwo kartkę, którą podano na scenę Fronczewskiemu? To nie był żart tylko polecenie zejścia z niewygodnego politycznie tematu.

Właściciel – manipulantem

W jury też nie było spokoju. Jego przewodniczący, właściciel „Contacty International” i całego konkursu. Erich Reindl, uparł się, że Queen of Europe’91 zostanie Turczynka. Jurorzy nie ustępowali. Reindl nie wytrzymał nerwowo i zaczął krzyczeć na opornych. Rękawicę podjął cichy bohater tego wieczoru, szef „ART. B.” Bogusław Bagsik. Osadził czupurnego Niemca stwierdzeniem, że on i inni sponsorzy zbyt wiele płacą, aby pozwolili sobą manipulować. I głosowano uczciwie. Jeden z jurorów, Jacek Snopkiewicz, sformułował na piśmie dowcipny protest przeciw Reindlowi, odczytany na konferencji prasowej. O dziwo podpisali go tylko czterej jurorzy – oprócz Snopkiewicza. Janusz Atlas, Grzegorz Furgo i Wiesław Michalski.

Finał – szopka

Finał konkursu (zamieniony w prawdziwą szopkę) uznał później Chmielewski za wielki sukces, największy w historii swojej pracy przy wyborach najpiękniejszych. Wraz z bliskim prezydentowi Wałęsie gdańskim aktorem. Szymonem Pawlickim, wymyślili scenę, która u wielu widzów musiała wywołać lekki niesmak. Otwarcie dworowano potem z tego na konferencji prasowej. Chodzi oczywiście o niby spontaniczne zejście Queen of Europe’91 – Ewy Szymczak ze sceny i wręczenie przez nia bukietu kwiatów prezydentowej, która była tym bardzo wzruszona.

To był bal !

Po tym „sukcesie politycznym” Chmielewski poczuł się już tak pewnie, że z koronacyjnego balu po prostu wyrzucił 3 reporterów, stwierdzając, że jest to jego prywatna impreza i dziennikarzy nie chce tu widzieć. Mnie się udało. Dzięki temu zatańczyłem, jako pierwszy, z Miss Polski’91, naszą Miss „Słowa Polskiego” – Agnieszka Kotlarską oraz przyglądałem się dwóm licytacjom na fundusz pomocy dzieciom niepełnosprawnym, założonym przez Anetę Kręglicką. Wraz z miss Świata’89 prowadzili licytację Włodzimierz Szaranowicz i Janusz Atlas. Z piękną suknię ślubną zapłacono 9,1 mln zł, a za starą marynarkę samego bossa, Jerzego Chmielewskiego – 8 mln zł. Z wielogodzinnego balu, który dla niektórych zakończył się dopiero w niedzielne popołudnie, utkwił mi jeszcze jeden wesoły moment. Gdy szef firmy „GP Bolagen”, Wiesław Michalski, zapytał żartobliwie przedstawiciela „Toyoty”, jak mu idzie sprzedaż hond – niewielki wzrostem Japończyk, o imieniu Aki, z samurajskim okrzykiem skoczył i zaczął dusić wrocławskiego Szweda. Na szczęście to też był żart.
MACIEJ GŁOWACKI

Tagi: