Wszystko za wszystko

Ziemia Gorzowska Nr 24. Czerwiec 1985 roku

– Jaka jest pani szczęśliwa liczba?

– Siódemka.

– Ale wygrała dziesiątka. – Owszem, występowałam z numerem 10, ale jednak podczas balu w hotelu Forum, gdy już jako Miss Polonia ciągnęłam losy, aż czterokrotnie z rzędu wylosowałam siódemkę.
– Czy pamięta pani słowa, którymi zaprezentowała się pani publiczności? – Mam 23 lata, mieszkam w Gorzowie, jestem studentką Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Największa przyjemność sprawia mi przebywanie na łonie natury. Lubię sport, pływanie i koszykówkę.
– Zaczynamy od życiorysu. Jest pani jedynaczką, a z jedynaczkami zwykle bywa, iż są pupilkami ojców  – W moim przypadku też tak chyba było i jest. Mama zawsze miała cięższą rękę, a tata mnie chyba rozpieszczał.
– Czyli nie musiała pani być zawsze grzeczną córeczką? – I wcale nie byłam idealnym dzieckiem. Rodzice mieli ze mną drobne kłopoty, to oceny w szkole nie były takie, jakie sobie życzyli, to znów za późno wracałam z prywatki. W sumie jednak większych afer nie było …
– Gdzie pani  uzyskała maturę? – W Liceum Ogólnokształcącym na Puszkina.
– W październiku będzie zjazd absolwentów I LO. Weźmie pani w nim udział ? – Nawet o tym nie wiedziałam, ale jeśli będzie to tylko możliwe, na pewno przyjadę.
– A teraz o studiach. Dlaczego ekonomia i akurat we Wrocławiu? – To jest taka rodzinna tradycja. Oboje rodzice są ekonomistami. W zasadzie lubię chemię, ale na czystą chemię nie chciałam się zdecydować, bo nie wyobrażałam siebie w zawodzie chemika. Dlatego wybrałam kierunek pośredni : inżynieryjno-ekonomiczny przemysłu chemicznego, który prowadzi tylko uczelnia wrocławska. Mówi się nawet o nas, iż jesteśmy najlepszymi ekonomistami wśród inżynierów i najlepszymi inżynierami wśród ekonomistów.
– Czy jako studentka ma pani świadomość atutu swojej urody? – Czasami mi pomaga, czasami przeszkadza. Różnie bywa. Zależy u kogo się zdaje …
– Zdarzyło się pani założyć tę czy tamta bluzkę dlatego, iż egzaminator lubi taki kolor ? – Na ogół ubieram się na egzamin bardzo skromnie. Nigdy nie starałam się przypodobać, zdarzyło mi  się nawet, że jeden z wykładowców miał mi to za złe.
– Jaką jest pani studentką ? – Średnią.
– A średnia ? – Średnia.
– Oblała pani jakiś egzamin? – Bywało, ze nie przyszłam na egzamin.
– W jakich przedmiotach jest pani najmocniejsza ? – Najlepiej radze sobie z naukami ścisłymi.
– A jak pani  teraz poradzi sobie ze studiami ? – Będę kontynuować. Został mi jeszcze jeden rok, przy czym w semestrze letnim nie ma już zbyt wiele zajęć.
– Czy da się pogodzić obowiązki studentki z obowiązkami najpiękniejszej Polki 1985 roku ? – Chciałabym pogodzić. Sądzę, że dziekan zezwoli mi na indywidualny tok studiów, a wtedy będę miała trochę więcej czasu na podołanie temu wszystkiemu.
– Skąd się wzięły u pani zainteresowania sportowe? – Z lat szkolnych. Grałam trochę w koszykówkę, ale ze względów zdrowotnych musiałam z niej zrezygnować. Dobrze pływam i lubię to. Trochę też jeżdżę konno, teraz zaczęłam na nartach. Lubię sport, lubię oglądać piłkę nożną, tenis, nie jestem jednak namiętnym kibicem.
– Kto panią namówił do udziału w konkursie „Miss Polonia 1985” – Przede wszystkim znajomi, koleżanki i koledzy.
– Bardziej koleżanki czy bardziej koledzy ? – Koleżanki, ale było z tym różnie. Kiedy pojechałam i przeszłam eliminacje, słyszałam również : a wiesz Kaśka, zajmiesz jakieś miejsce, to się zmienisz, przestaniesz być sobą …
– A czy dziś zdecydowałaby się pani wystąpić w takim konkursie ? – Gdybym nie znała tego wszystkiego, to na pewno , ale w momencie, gdy poznałam – zastanawiałabym się. Ja naprawdę jestem straszny tchórz, ale skoro już w to wdepnęłam – brnęłam do końca. Były jednak momenty, że się strasznie bałam.
– Długo to trwało ? – Od marca, kiedy były eliminacje, praktycznie bez przerwy po ostatni koncert. Najpierw było zgrupowanie w Karpaczu, następnie przymiarki w łódzkiej „Telimenie” i kostiumów kąpielowych w Poznaniu, później obóz w Zalesiu koło Warszawy, aha, jeszcze wcześniej był pobyt w Krakowie. W Karpaczu przyzwyczajaliśmy się do siebie, uczyłyśmy się chodzić w butach na wysokim obcasie, oswajano nas ze sceną i publicznością. A próby indywidualne, układy robiliśmy dopiero w Zalesiu. Potoczna opinia głosi, że jest to konkurs dla próżnych, żeby nie powiedzieć głupich dziewcząt. Co pani o tym sądzi ? Na początku tez sugerowałam się tą opinią. Także po eliminacjach warszawskich można było odnieść takie wrażenie. Ale ogólnie wydaje mi się, że dziewczyny, z którymi się zetknęłam, nie są takie, że jednak coś sobą reprezentują.
– Może ten czerwony „Volkswagen Golf Turbo Diesel” sprawił, że w tym roku na starcie stanęły wyjątkowo atrakcyjne dziewczyny ? – Dla nas ta nagroda była zaskoczeniem. Powiedziano nam o tym dopiero po eliminacjach, gdy zostało 25 kandydatek.
– Ale w finale widzieliśmy tylko 24 … – Było nawet 23, bo za przekroczenie regulaminu zdyskwalifikowano dziewczęta z numerami 6 i 25.
– Za co ? – Samowolnie oddaliły się z obozu w Zalesiu, chociaż podpisałyśmy zobowiązanie. Wszystkie to mocno przeżyłyśmy, bo już północ, wokół las i sporo podejrzanych mężczyzn kręcących się po sąsiedzku.
– Czy wymiary kandydatek odgrywają jakąś rolę przy wyborze najpiękniejszej ? – Nie, nie ma to większego znaczenia, jurorzy nawet nas nie mierzyli. My same podawałyśmy swoje wymiary. Raz nas mierzono, ale to było podczas przymiarki w „Telimenie” … A poza tym był przypadek, że dziewczyna podała na zgłoszeniu swoje wymiary :98-68-98 przy 178 cm wzrostu. Wymiary idealne i powszechnie już sądzono, że to jest właśnie Miss Polonia, a potem nastąpiło rozczarowanie. Była to po prostu dziewczyna proporcjonalna.
– Jury prowadziło również rozmowy z kandydatkami. O co panią pytano ? – Pytania były ogólne. Pytano o zainteresowania, co robię, dlaczego się zdecydowałam na udział, jakie odczucia ze zgrupowań, co będzie jak wygram.
– No właśnie, co pani odpowiedziała na to ostatnie pytanie ? – Odpowiedziałam, że nie myślę o finale i nie zastanawiałam się  nad tym, co będzie.
– Najprzyjemniejszym momentem było zapewne ogłoszenie wyników, a jaki był najbardziej przykry ? – Kiedy ogłoszono dziesiątkę finalistek, wtedy po raz pierwszy się popłakałam. Bo myśmy się szalenie ze sobą zżyły przez te wszystkie zgrupowania. Ludzie nam nie wierzą, ale było nam naprawdę przykro w tym momencie.
– Dla pani osobiście był to jednak moment radości. Naprawdę nie było istotnie przykrych chwil ? – Nie, nie było.
– Polki słyną z piękności, ale dotychczas żadnej z nich nie udało się osiągnąć sukcesu na arenie międzynarodowej. – Nie powiedziałabym, że Polkom się nie wiodło. W konkursie Miss Universe’84 Joanna Karska zajęła przecież 13 miejsce na 84 dziewczyny. Myśmy się przyzwyczaili, ze jak nie ma pierwszego, drugiego, trzeciego miejsca, to już nie ma sukcesu.
– Ale o trzynastym miejscu się nie mówi, o tym się nie pamięta … – Na pewno się nie mówi, ale to i tak jest duży sukces, bo przy takiej konkurencji, przy takich pieniądzach, trudno jest się przebić, zwłaszcza, że dopiero trzeci rok organizujemy takie konkursy.
– Są ludzie w Polsce, którzy twierdzą, iż mają receptę na światowy sukces. Czy pani już wie jak zaprezentować się za granicą ? – Nie, nie ma żadnej recepty, nie liczę też na żadne zwycięstwa. To naprawdę jest loteria i … ostra harówka przed występem.
– Jakie pani ma zobowiązania wobec sponsorów ? – Mam pozować do zdjęć reklamowych, brać udział w imprezach organizowanych przez „Express”, reprezentować kraj w konkursach międzynarodowych i w ogóle być do dyspozycji organizatorów.
– A czego pani nie wolno ? Wiemy, że wyjść za mąż, co jeszcze ? – Nie ma specjalnych zakazów, ale też nie mogę za bardzo dysponować swoja osobą.
– Zwycięstwo w takim konkursie stwarza możliwości, pozwalające nawet urządzić się na całe życie. Miała już pani jakieś ciekawe propozycje ? – Na razie jeszcze nie, ale zacznijmy od tego, że teraz nie mam za bardzo czasu, bo już 4 lipca musze być Miami, a przed tym przygotowania, przymiarki, zdjęcia …
– Teraz Miami, a co dalej ? – W sierpniu Tokio, gdzie odbędą się wybory Miss International. Na wybory miss świata nie jadę, do Londynu, pojedzie koleżanka.
– Dlaczego ? – Po prostu nie wierzę, że mogę odegrać tam większą rolę.
– Do kogo należała decyzja ? – Do organizatorów. Nawet wole jechać do Tokio, bo tam będzie fajny konkurs, będą wybierać jakby miss XXI wieku. Japończycy coś tam wymyślają niesamowitego, szykują jakieś niespodzianki i to może być interesujące. A poza tym lubię podróżować, pociąga mnie egzotyka. W Londynie natomiast wszystko odbędzie się tradycyjnie.
– Przez cały rok będzie pani szczególnie uprzywilejowaną osobą. Co pani przez ten rok chce osiągnąć, zyskać ? – Chciałabym skorzystać z okazji i dużo podróżować, zobaczyć jak najwięcej świata. Chciałabym tez zdobyć jakąś ciekawą pracę jako modelka, przeżyć fajną przygodę, mieć jak najmniej stresów i przykrych chwil.

– Czy to znaczy, że dyplom, który pani uzyska, powędruje do szuflady ? – Nie, bo sądzę, że gdybym się nawet zaangażowała jako modelka, to będzie tylko zajecie dodatkowe. Przede wszystkim chcę pracować w swoim zawodzie.
– Miała pani jakieś propozycje z filmu ? – Nie miałam, ale nawet gdyby były, nie skorzystam, nie pociąga mnie to. Uważam, że jestem niefotogeniczna.
– ???!!! – Po prostu ja się samej sobie nie podobam na ekranie.
– A przynajmniej wróci pani po studiach do Gorzowa ? – Miałam taki zamiar i wciąż mam …
– Ale teraz zaczyna pani wątpić ? – Wątpić ? Nie wiem, teraz wszystko może się wydarzyć.,
– Co panią najbardziej  w tym wszystkim bawi ? – Jestem jeszcze przerażona tym wszystkim, dopiero się oswajam, ale od wczoraj zaczęła mnie najbardziej cieszyć nagroda. Pojeździłam trochę i przekonałam się, że samochód jest naprawdę wspaniały. Nie ma zbyt dużej praktyki, ale on niemalże sam jeździ …
– I co pani zamierza zrobić z tym swoim wspaniałym autem ? – Przez rok muszę nim jeździć i reklamować fundatora. A w ogóle zatrzymam go sobie, bo to wszak prezent i naprawdę miła pamiątka. Wspaniały wóz. Jak pojechałam na przegląd, chłopcy przywitali mnie kwiatami, ale chwilę później zainteresowali się głównie samochodem …
– Czyli ludzie panią poznają ? – Nie miałam na razie zbyt dużej styczności z ludźmi, ale na ogół wszyscy są dla mnie sympatyczni. Jak oglądałam siebie w telewizorze, przestraszyłam się, matko, bo mnie poznają i co teraz będzie ? I rzeczywiście, wszędzie mnie poznają, uśmiechają się, pozdrawiają. Jest to nawet sympatyczne.
– Jak pani odczuwa skutki swojej popularności ? – Bardzo mnie ona jeszcze peszy. Weszłam do sklepu kosmetycznego i poczułam się zażenowana, bo babki mnie poznały, pokazywały innym …
– Ale popularność daje również pewne przywileje. – Spotkałam się z tym przy okazji rejestracji samochodu. Stałam normalnie w kolejce, przede mną sami mężczyźni, weszła pani, która mnie poznała i zawołała : No, panowie, nie dosyć, że kobieta, to jeszcze Miss Polonia, mogłaby przecież wejść bez kolejki. I to również było sympatyczne.
– Najpiękniejsza Polka musi liczyć się z tym, że zostanie zasypana licznymi ofertami matrymonialnymi. Czy jest ktoś, kto mógłby być zazdrosny ? – Nie ma kogoś takiego.
– Czyli że wszyscy Polacy stanu wolnego maja jakieś szanse ? – No pewnie,, ale dopiero za rok, bo nie mogę przez ten czas zmienić stanu cywilnego.
– Dziwne jednak, że taka piękna dziewczyna nie ma swojego chłopaka. Czyżby była pani aż tak wybredna ? – Nie, ale nie mam jakoś szczęścia.
– A może już pojawili się pierwsi adoratorzy ? – Nie, bo przecież poza rodzicami i dziennikarzami nie miałam dotychczas innych kontaktów.
– Co pani najbardziej ceni u mężczyzn ? – To pytanie strasznie mi nie leży …
– W taki razie, jakie kryteria winien spełniać mężczyzna pani życia ? Zacznijmy od wzrostu … – Na pewno nie może być niższy ode mnie, ale musi być bardzo wysoki.
– Kolor włosów, oczu ? – To nieważne.
– A inteligencja ? – Na pewno.
– Wyższa czy niższa ? – Wyższa.
– Czy mężczyzna powinien dominować ? – W niektórych sprawach tak, ale bez przesady.
– Jaki rodzaj adoracji lubi pani najbardziej ? – Spokojny, w miarę grzeczny, nie natarczywy.
– Wyczuwa się, że pani ma chyba jakąś awersję do mężczyzn. Czyżby miała pani jakieś przykre doświadczenia ? – Można tak to określić.
– Słowem,  odnosi się pani do mężczyzn z wyrozumiałością, ale na dystans. A pani ideał rodziny ? – Ponieważ wiem, co znaczy być jedynaczką, wole dwa plus dwa.
– Czy umie pani gotować ? – Nie za bardzo. W akademiku nie ma ku temu warunków, a w domu mama zawsze powtarzała : dziecko, zdążysz się jeszcze w życiu nagotować.,
– Pani największa wada ? – Mimo wszystko chyba lenistwo.
– A zaleta ? – Nie wiem.
– Czy za tym stoi skromność ? – Nie, autentycznie nie wiem.
– Co pani robi w wolnych chwilach ? – Często chodzę na basen, bywam na imprezach w  studenckim klubie „Pałacyk”, ostatnio oglądałam tam cykl „Poza kinem”. Są to filmy video.
– Jakie filmy pani ostatnio widziała ? – „Rambo”, „Listonosz puka dwa razy”. W normalnym kinie dawno już nie byłam.
– A książki ? – Teraz czytam Remarquea „Na zachodzie bez zmian”.
– Ulubiona gazeta, czasopismo ? – „Przekrój” oraz „Kobieta i życie”.
– Ulubiona potrawa ? – Pizza. W ogóle lubię ostre potrawy.
– Kwiaty ? – Róże, jak te otrzymane od was.
– Co pani sądzi o „Isaurze” ? – Prawie nie oglądam tego serialu. Widziałam tylko dwa odcinki zirytowały mnie bardzo. Może gdybym mogła obejrzeć całość, zrozumiałabym dlaczego ludziom ten film tak się podoba.
– Czy stanęłaby pani do konkursu Miss Natura  ? – Nie.
– Z zasady czy ze względu na wymogi regulaminowe „Miss Polonia” ? – Nie leży to w mojej naturze, nie potępiam, ale siebie w tym nie widzę.
– Nie obawiała się pani reakcji rodziców na wiadomość o udziale  w konkursie ? – Powiedziałam im o tym dopiero po eliminacjach i z góry wiedziałam, że zaraz padnie pytanie: dziewczyno, czy ty zdajesz sobie sprawę, że możesz zawalić studia ? W sumie jednak nie byli przeciwni …
– A co w tej chwili czuja rodzice ? – Jest miło, ale są już zmęczeni tymi telefonami, wizytami, życzeniami. Zbiegły się nawet dzieci z całego osiedla, zrobiły wielki napis : Witamy Miss Polonia. O ten Duży bukiet, to właśnie od nich. To są miłe chwile. Przyjechałam do domu odpocząć, być tylko z rodzicami, niestety, nie jest to możliwe, m.in. za sprawą dziennikarzy.
– Jeszcze niedawno miała pani własne plany wakacyjnego wypoczynku … – Planowałam wycieczkę do Grecji i może jednak uda mi się we wrześniu na tydzień lub dwa tam pojechać. I będzie to chyba prawdziwy wypoczynek. Bo nie liczę, że wypocznę w Miami. Karska przed rokiem przebywała na Florydzie cały miesiąc, ale tylko dwa dni już po konkursie miała dla siebie. Ojej, na śmierć bym  zapomniała, przecież mam w tym roku praktykę studencką …
– My też na wstępie zapomnieliśmy pani pogratulować. Prosimy zatem przyjąć od wszystkich czytelników „Ziemi Gorzowskiej” życzenia, oby ten szczęśliwy dla pani rok trwał jak najdłużej. I dziękujemy za godzinę szczerości.
KATARZYNĘ ZAWIDZKĄ na okoliczność zdobycia tytułu Miss Polonia 1985 natrętnie odpytywali : Jan Delijewski i Jerzy Zysnarski
Ziemia Gorzowska Nr 24, 1985 r.

Tagi: