Jak wybieraliśmy Miss Polonia 1986 ?

„Wieczór Wybrzeża”, 8,9,10 sierpnia 1986 roku

Korona dla Kopciuszka

MAŁGOSIĘ, zanim trafiła do finału, wybrano Miss Łodzi i w nagrodę otrzymała futro z lisów.
A poza tym ukończyła liceum i zdała egzaminy czeladnicze z fotografii. JOLA – Miss Studia 1 dzielnie zniosła atmosferkę, jaka narosła wokół eliminacji, przeprowadzonych przez ten popularny program telewizyjny. URSZULA lubi błyskotki: woli złoto od srebra, a po kursach jubilerskich chciałaby kiedyś szlifować diamenty. Dla IWONY największym zaszczytem, obok zdobycia tytułu Miss Podlasia, był fakt, że jej zdjęcie służy jako reklama restauracji „Kaunus” kat. II z dansingiem, gdzie pracuje jako kelnerka.

 

Kilka refleksji zanotowanych po rozmowach z dwudziestką uczestniczek finału konkursu Miss Polonia; pierwsza próba podsumowania wrażeń: która z nich gustem, elegancja i urodą, umiejętnością prezentacji na scenie, poruszania się i postawą, a także figurą, sylwetką i gracją do tego stopnia wzbudzi uznanie, że jurorzy oddadzą właśnie na nie głos „tak”?

Arbitrami niekwestionowanymi w tej dziedzinie są „zawodowcy”; Halina Frąckowiak – piosenkarka, Danuta Hammerowa (łagodna z natury, a jednak dyktatorka… mody), Zofia Nasierowska (wybitny fotografik) oraz Emilia Krakowska (aktorka i działacz społeczny). O kwalifikacjach panów najlepiej świadczą ich żony. W każdym razie gremium bardziej sprawiedliwego i życzliwego kandydatkom do korony, w życiu nie widziałem: wiceprezydent Sopotu, paru dyrektorów, paru przedstawicieli firm sponsorujących i organizujących wybory oraz dwóch dziennikarzy, w tym niżej podpisany.

„Dotychczas uczestniczył w konkursach Miss Polonia, jako specjalny wysłannik „Wieczoru Wybrzeża”. Sprawdził się do tego stopnia, że wybory przeniesiono jak najbliżej jego redakcji, a on sam obarczony został odpowiedzialna funkcją jurora” – poinformował publiczność Tadeusz Sznuk, co było miłą  i zabawna wizytówką, lecz zupełnie nie oddawało całej złożonej sytuacji człowieka o podzielonej jaźni. Sprawozdawcy nie muszą obchodzić ani trudności obiektywne, ani stany wyższej konieczności. Juror natomiast powinien wszystko widzieć i wszystko rozumieć, a jednocześnie w granicach przyzwoitości utrzymywać dyskrecję… Ludzie! Jak to męczyło!

SMAK MIODU

Jeśli się jest Miss Świata – jak taka Hofi z Islandii – wożą ją samochodami, nocują w apartamentach i karmią np. u „Maxima” w Gdyni. I wszyscy są z tego zadowoleni. kandydatki na Miss Polonia mieszkały póki co w ośrodku o wieloosobowych pokojach z łazienką na korytarzu i planowanymi wyłączeniami prądu – na przykład nocą przed próba generalną. Miss Świata pod czujnym okiem swej patronki z Londynu. wie kiedy się uśmiechać, kiedy udzielić odpowiedzi, a kiedy milczeć i potrafi ukryć wrażenie, że jej się nudzi lub że jest zmęczona. pretendentki do korony polskiej Miss są z reguły fajnymi i normalnymi kobietami, z plus minus 10 proc. odchyleniami od normy fizycznej i intelektualnej. Każda z trójki, która stanie „na pudle” dopiero po zdobyciu tytułów pozna, co znaczy prawdziwy szlif i że to, co przeszły do tej pory było ledwie prologiem do prawdziwej szkoły dam.

W czasie gdy Miss Hofi zwiedzała, udzielała wywiadów, spotykała się i rozdawała (kiepskie zresztą) podobizny – jej młodsze koleżanki, jeszcze w charakterze „brzydkich kaczątek”, do upadłego trenowały wejścia, zejścia, ukłony i poszczególne elementy „numerów” trzymających cały program galowego koncertu. czasem nawet we łzach i w bólu, bo zdarzyła się i kontuzja nogi i reżyser potrafił wypędzić ze sceny za to, że – jak określił – założyło się „knajpianą” sukienkę.

Za dziewczynami ściągnęli do Sopotu ich najbliżsi: krewni i znajomi, gorąco kibicując swym faworytkom. Gdy w sobotę finalistki zamieszkały wreszcie w „Marinie” – na kempingu, położonym nie opodal hotelu, rozbili namioty rodzice oznaczonej numerem 20 – Renaty Fatli. Ona nauczycielka, on – inżynier na kopalni. Wierzą w sukces córki, nie tylko dlatego, że ich najmłodsza pociecha jest najpiękniejsza i najzdolniejsza. Po prostu inni też zauważyli walory 19-letniej uczennicy, przykładnie dotąd tkającej makatki w ramach obowiązkowych zajęć szkolnych. Za sprawą fotografa z Zakładów Włókienniczych jej zdjęcie zdobiło jeden z pawilonów targowych w Poznaniu, jakiś reżyser zaproponował statystowanie, a we własnym liceum plastycznym wybrano ją Miss Szkoły… – Albo wicemiss (jakie to ma znaczenie – zwierzy mi się później) jej matka.

Póki co, wszystko przed nimi. Wielka Gra jeszcze nie rozpoczęta. Wszyscy ćwiczą. Musi być nie tylko dobrze, ale nawet najlepiej. czy będzie?

LICHO NIE ŚPI

W tak dużej imprezie wszystko może się zdarzyć i potknięcie grozi w każdej chwili. Wystarczy błąd czwartego elektryka, albo niedopatrzenie sprzątaczki. Dlatego wszyscy są podenerwowani, a dyrektor Biura „Miss Polonii” szczególnie. Występuje przecież nadto w roli scenarzysty i jurora, więc na wszystko ma baczenie. – Boh trojcu lubit – mówi przysłowie, ale też na regenerację sił coraz mniej czasu. A tu jeszcze komputer.

– Co mnie podkusiło – woła dyrektor Chmielewski – chwytając się za głowę – żeby brać tę piekielną maszynę. proszę państwa! (to do jurorów). – Jeszcze raz przypominam, że zasada głosowania jest następująca…

Słyszymy to hasło już po raz enty, bo zasady zmieniają się z dnia na dzień, a w dniu finału nawet z godziny na godzinę. Oprogramowanie i oprzyrządowanie elektronicznej maszyny do głosowania okazało się nie w pełni zgodne z wcześniejszymi ustaleniami. Więc w efekcie bardzo eleganckie cacko potraktowano, jako zwykłe liczydło, co i tak nie uratowało przed wpadką. gdyby rzecz traktować fatalistycznie – musiało do niej dojść, zwłaszcza, że tempo programu pod koniec zaczęło spadać. Drozda wił się pod prostymi pytaniami, które zadawały mu dziewczęta: red Świerczyński, za kulisami, nie potrafił pojąć, że wydruk z komputera należy czytać od piątego miejsca w dół, red. Sznuk zaczął ogłaszać królową… Beatę Smelę. Krótko mówiąc zrobił się „kocioł”, którego już nikt nie mógł, lub nie potrafił opanować.

…Jurorzy-sponsorzy, obróciwszy się na pięcie opuścili amfiteatr wraz z publicznością. W salce konferencyjnej skłębiony tłum dziennikarzy czekał na spotkanie z „Misskami”, a na scenie przy pomocy gaśnicy likwidowano skutki niefortunnego upadku uświetniającej imprezę petardy w bezpośrednią bliskość głównej bohaterki całej imprezy. Koncert jednak – mimo mankamentów – zakończył się sukcesem: pożar stłumiono, błędnie odczytanie werdyktu sprostowano, a dwudziestka panien w bieli mogła wreszcie pojechać na bal do „Grand Hotelu”.

Zdaniem organizatorów – obsłudze tego lokalu udało się z powodzeniem udowodnić, że tego typu imprezy mają w głębokiej pogardzie. Oczekując więc na kelnerów przy niektórych stolikach, zmęczeni gentelmeni demonstrowali paniom, jak bez tzw openera można otworzyć butelkę z mineralną. Jedni preferowali metodę „kapsel o kapsel”, inni – „widelec-dźwignia”, albo o blat. Ale największe zdecydowanie wzięcie miał sposób „o ząbek”.

Główna atrakcją balu były początkowo panny, pożerane wzrokiem przez nieśmiałych adoratorów, którzy rychło jednak nabrali rozpędu. Do stolika Miss Gracji wpływać zaczęły bukiety i szampany, których nie szczędził jakiś rzemieślnik z Gdyni. Dostała także portret własny pewnego cudzoziemca, wraz z wyrazami uszanowania, przekazanymi jej przez tłumacza. W części artystycznej wystąpił niejaki p. Zenek, który każdemu, kto okazał specjalnie ocechowany znaczek firmy „Mars” dawał torbę z szampanem i słodyczami. Osobiście i tak nie zostałem do końca przekonany, co do szczegółowych walorów łakoci tego koncernu. Zwłaszcza, że któregoś dnia na mych oczach, przedstawiciel firmy skonsumował cała czekoladę Sucharda z orzechami, którą Emilia Krakowska nieopatrznie wyłożyła na stolik.

Poza tym Drozda bawił się z Alexbendem, reżyser Gruza – z panią przebraną za zebrę. Nina Terentiew studiowała Atlas(a), a dyrektor Konopka z „Pewexu” wymieniał poglądy o jachtowej żegludze po Bosforze z mistrzem sportów rajdowych Komornickim. Żaden skandal nikomu nie rzucił się w oczy, chociaż niektórzy zapłacili po siedem i pół tysiąca złotych, żeby otrzeć eleganckie garnitury i spocone ręce o Wielki Świat.

NOWE ŻYCIE

W poniedziałek było już po wszystkim. Z „Mariny” ewakuowali się ostatni goście, donosząc, że Norwegowie, szukający u nas modelek, rozrzucili na Okęciu polskie pieniądze, których niepotrzebnie wymienili pokątnie zbyt dużo i nie bardzo wiedzieli co z tym fantem zrobić. Pożegnalny szampan uwieńczył pakowanie – do niewyobrażalnych granic wypełnionego bagażem – „Fiata” organizatorów. na poczesnym miejscu ulokowano oczywiście sakwojaż z koroną (przechodnią) Miss Polonii. Koronę tę za 220 tys. zł wykonała Spółdzielnia „Orno”.

Jeszcze przed całkowitym zwinięciem interesu zdążono odebrać telegram, następującej treści: „Renata Miss Polonia”. dziewczyny które mam na myśli powychodziły za Miss już. Wszystkiego najlepszego w życiu życzy Bielszczanin na emigracji w Poznaniu. Bohdan Smoleń”.

W biegu na próbę „Żywego Żurnala” pytam Renatę Fatlę o samopoczucie w charakterze królowej… Powoli się z tym oswaja. Przede wszystkim – ochłonęła z pierwszych emocji. Bardziej przeżywa to mama, martwiąc się teraz, czy do Paryża i do Tokio córka pojedzie zupełnie sama… A jak sobie da radę w Makao?

Pytań i wątpliwości będzie jeszcze wiele; znacznie więcej. Przecież Miss Polonia – to dopiero kawałek kruszcu, który musi zyskać właściwą oprawę, żeby spełniał swą właściwą rolę: reprezentowania Polski w gronie innych pięknych dziewcząt z całego świata. Szanse tkwią nie tylko w urodzie, lecz we wszystkim, co musi jej towarzyszyć: odpowiednich strojach, sposobie bycia i co równie ważne – świadomości, że za rok to miejsce zajmie inna.

Ubiegłoroczna Miss Polonia Katarzyna Zawidzka (przeważnie w towarzystwie p. Sylwka – kaskadera, który ostatnio był jednym z piratów u R. Polańskiego) stanowi znakomity dowód dla organizatorów konkursu, że zdobywszy laury można „wyjść na ludzi”. Czy każdy kopciuszek, zyskawszy koronę lub diadem też tak potrafi – nie wiadomo. Chciano by w tym konkursie widzieć jak najwięcej dziewcząt, by wybierać bez wątpienia najlepszą, a nie dochodzić do pierwszej trójki drogą selekcji negatywnej. Przecież rzeczywiście – parametrycznie rzecz biorąc – aktualnej Miss Polonii do ideału daleko: najwyższa wzrostem (178), najmniejsza biustem (81) – w porównaniu z pozostałymi finalistkami – oraz z 68 cm w talii i 93 – w biodrach. Według teorii powinna być klasyfikowana znacznie niżej, niż nawet niektóre dziewczęta spoza dziesiątki. A jednak miała owe „coś” w urodzie, co ujęło nie tylko większość jurorów, ale także wielu, bardzo wielu obserwatorów konkursu.

Na jednym ze spotkań dyrektorka Biura Miss Świata w Londynie – Julia Morley nie wykluczyła możliwości, by półfinał tej imprezy odbył się w Polsce. Mile to łechce ambicję, ale sądzę, że wymagałoby nie tylko i wyłącznie technicznych zabiegów. Zacząć należy raczej od przełamania pewnych stereotypów myślowych, dość często jeszcze pokutujących w społeczeństwie. Należy bardziej uświadomić ludziom – to nie „targi próżności”, festiwal szpanu i namiastka nadziei na lepsze. Są one i być powinny manifestacją urody i radości życia; cech będących synonimem młodości, które z nas ciągle jeszcze są w głębokim deficycie.

ADAM GRZYBOWSKI

Tagi: