Sceny plenerowe

Dziennik Polski Kraków 14 lipca 1989 roku

Impreza właściwie zamknięta – fotoreporterzy będą pierwszymi, którzy w Muzeum Budownictwa Ludowego w Radomiu ujrzą tegoroczne finalistki konkursu o tytuł Miss Polonia 89, – Skansen i piękne dziewczyny – sarka któryś z mistrzów obiektywu. – Co za profanacja. – Koledzy malkontenta rechoczą wesoło; – żebyś nie wykrakał, jeszcze okaże się, że stare chałupy są ciekawsze.

Piszących dziennikarzy nie ma prawie wśród tego towarzystwa. Fotograficzna brać ściska w dłoniach najlepsze zachodnie aparaty fotograficzne. Piotr Bernacki bardzo dobry tarnowski fotografik, jest szczęśliwym posiadaczem „Canona – I 90”. Walory swojego skomputeryzowanego sprzętu odkrył po kilku dniach studiowania instrukcji obsługi. Aparat nabyto w warszawie, w sklepie Składnicy Harcerskiej, za milion sześćset tysięcy złotych, w Krakowie kosztuje on 2.300 tys. Okazja.

Jerzy Michalski, fotografik ściśle związany z Biurem Miss Polonia, dumnie dzierży „hassalblata”. Każdy, kto zna się choć trochę na rzeczy, wie, że to mercedes wśród aparatów. Tu, na plenerze, nie ma większego znaczenia fakt, że drogi sprzęt znajduje się najczęściej w wyposażeniu redakcji. Amator ściskający własnego „zenitha” lub „practicę” obserwowany jest z politowaniem.

Ale prawdziwy festiwal nowinek fotograficznych jeszcze się nie rozpoczął. Fotoreporterzy czekają w radomskiej kawiarni „Relax” na organizatorów pleneru, którzy się spóźniają. Personel lokalu jest zaskoczony najazdem niespodziewanych gości.

– Szkoda, że nie wiedzieliśmy, że przyjedziecie – dziwi się któraś z kobiet. – przecież można byłoby otworzyć bufet.

Niektórzy fotoreporterzy przyjechali do Radomia aż z Wybrzeża. Pojazdy, które stoją przed kawiarnią – w przeciwieństwie do ukrytego sprzętu fotograficznego – reprezentują polski standard. Przeważają „maluchy”.

Tymczasem organizatorzy zapraszają: – Nie ma powodów do niepokoju. Wszystko odbędzie się zgodnie z planem. Dziewczyny są w komplecie, skansen czeka.

Jazda do muzeum trwa kilkanaście minut. U wrót skansenu niespodzianka – dozorca obiektu ani myśli wpuścić nieznane mu autokary. Nie było polecenia. Pojazdy tamują ruch na drodze, ale stróż pozostaje nieugięty. Podziała na niego dopiero uroda finalistek uwięzionych w pierwszym autobusie.

Fotoreporterzy otrzymują prezenty od Biura Miss Polonia. Żółte plakietki z czarnymi napisami, breloczki i niewielki portrety ubiegłorocznej Miss Polonia Joanny Gapińskiej.

Każdy ruch gości śledzony jest z okien budynku administracyjnego muzeum. Pracownice biura targują się o pieczątkę na delegacyjnym blankiecie.

– A co dostaniemy w zamian? – pytają zalotnie.

Na każdym biurku leży już zdjęcia Miss Polonia.

– Może plakietki? – pytam.

Panie ochoczo zabierają się do pieczętowania.

Na zewnątrz rozpoczęły się już sceny plenerowe. Finalistki w liczbie szesnastu pozują do zdjęcia grupowego. Fotografujący dzielą się nagle na tych, którzy uważają, że są one ładniejsze niż w ubiegłym roku i na tych, którzy mają przeciwne zdanie.

Z początku największym wzięciem cieszą się wśród fotoreporterów Żaneta Katkowska i Ania Oskierko. Dziewczyny są ze Szczecina. Anię do udziału w konkursie namówił jej chłopak.

= Chciał – mówi – abym przestała być taka nieśmiała.

Po nieśmiałości nie pozostał u Ani nawet ślad. Ma na sobie ubożuchną koszulkę z długimi ramiączkami. Fotoreporterzy biegają od lewej do prawej ciekawi widoków. Regulamin konkursu zabrania co prawda finalistkom prezentowania się w kostiumach, ale każda inna forma eksponowania własnej urody jest dozwolona.

Dziewczętom jednak ani w głowie przechytrzać organizatorów. Noszą na sobie… mundury. No, prawie mundury. W swoim czerwonym kostiumie Żaneta Katkowska wygląda jak żołnierz królowej Madagaskaru. Sznurki, galony, brakuje tylko orderów. Ale odznaczenia były modne dawniej.

Podobnie wystroiła się na pierwsze spotkanie z fotoreporterami Beata Ostrowska, kielecka Miss publiczności. Taką modę można by oprotestować, gdyby nie śmiała mini – spódniczka. Czy w dobie rozbrojenia nie należałoby pomyśleć o estetyzacji naszej armii? Cóż to byłaby za kompania honorowa, gdyby tworzyły ja finalistki Miss Polonia!

Beata sama szyła swój huzarski biały mundurek, jest absolwentką szkoły krawieckiej – ma zatem w dłoniach tajną broń i z pewnością jakimś śmiałym pomysłem zaskoczy swe rywalki w Operze Leśnej. Na razie jest skupiona, szczędzi uśmiechów, być może w jej głowie rodzi się już portret finałowej kreacji. A może duma nad przewrotnością osób najbliższych? Jeszcze przed kilkoma miesiącami kolega namawiał ją do udziału w konkursie, a teraz jest niezadowolony. Nie martw się Beato – tacy są właśnie mężczyźni.

Z kolei najbliżsi Agnieszki Angelo, Miss Ziemi Radomskiej cieszą się z jej sukcesów. Po uzyskaniu tytułu otrzymała mnóstwo gratulacji, kwiatów. Dzwonili do niej nawet ci, z którymi od dawna nie utrzymuje bliższych kontaktów. Agnieszka jest słuchaczką Medycznego Studium Zawodowego. Interesuje się psychologią, chciałaby zostać lekarzem.

Kto wie jednak, czy w Sopocie pannie Ostrowskiej nie zagrozi Małgorzata Obieżalska, Miss Ziemi Łódzkiej, Miss publiczności i elegancji, 22-letnia Małgorzata pracuje w galerii Artystów Plastyków i sama projektuje swoje stroje.

Uwagę na mieszkankę Łodzi zwróciła firma „Olech Electronic”, gdyż panna Obieżalska upodobała sobie samochód hamburskiego przedsiębiorstwa (piękne bmw turbo diesel w modnym, grafitowym kolorze), rozciągając na jego długiej masce swe powabne ciało.

Fotoreporterzy nie poprzestają tylko na fotografowaniu.

– Czym się zajmujecie? – padnie z ich strony pytanie pod adresem wysokiego kierowcy o cygańskiej urodzie,

– Sprzedajemy w Polsce elektronikę. Pan Olech, właściciel firmy, jest mieszkańcem Hamburga.

Nazwa „Olech Electronic” nic jeszcze nie mówi krajowcom, ale po sopockim finale sytuacja powinna się zmienić. Hamburska firma jest jednym z głównych fundatorów nagród. Każda z finalistek otrzyma od p. Olecha radiomagnetofon Sharp. Dzisiaj śniady kierowca i jego przyjaciel przyglądają się bacznie dziewczętom.

– Ta jest chyba niezła, co? – pyta jeden drugiego.

Kontemplowanie urody dziewcząt zakłóci obiad. Ułatwi jednak pracę piszącym. Nareszcie będzie można spokojnie porozmawiać z przedstawicielami Biura Miss Polonia.

– Czy to prawda, że w tym roku miały odbyć się w Sopocie wybory Miss Universe?

– Nie – odpowiadają – będziemy natomiast organizowali wybory Miss Beauty International. Odbędą się one prawdopodobnie w listopadzie. Konkurs ten ma podobne założenia, jak wybory najpiękniejszej Polki, uczestniczyć w nim będą dziewczyny w wieku 18 – 24 lat. Z tym, że MBI ma charakter międzynarodowy. Mamy już sponsora, Anglika – niestety nie mogę na razie podać jego nazwiska – który zainteresowany jest prezentacją konkursu na rynku amerykańskim za pośrednictwem telewizji satelitarnej. Takich lokalnych wyborów międzynarodowych piękności odbywa się w świecie sporo. Na przykład Turcy wybierają Miss Globe. Konkursy narodowe cieszą się natomiast mniejszą popularnością. Potężna amerykańska telewizja nie jest zainteresowana wyborami regionalnymi.

Oczywiście wybory Miss Polonia będą odbywały się nadal. Na listę sponsorów konkursu wpisują się najbogatsze firmy światowe. Najpiękniejsza Polka ma szansę stać się multimilionerką dzięki kosztowym nagrodą.

– W tym roku – mówi Mirosława Grzeszczak z Biura Miss Polonia – nagród jest bardzo dużo. Miss otrzyma – oprócz korony i szarfy – toyotę carinę II, całoroczną kolekcję ubiorów z firmy CPV, całoroczny serwis kosmetyczny z firmy Ives Rocher, zestaw do odbioru telewizji satelitarnej, odbiornik telewizyjny marki Sony, etolę z szynszyli, 10-letni serwis fotograficzny – będzie zatem mogła fotografować się razem z dziećmi, a także dwie wycieczki: 14-dniowa na Węgry i 10-dniowa do Egiptu. Dla wicemiss najcenniejsze nagrody ufundowała Toyota. Dziewczyny otrzymają m.in. telewizory, magnetowidy i zestawy stereofoniczne (wieże).

Organizatorzy konkursu nie mają jednak zadowolonych min. Po plenerze dziewczyny miały udać się w trasę koncertową. Plany tych jednak nie uda się zrealizować, gdyż zabrzański Dom Muzyki i Tańca nie sprzedał odpowiedniej ilości biletów. Szerszej publiczności finalistki Miss Polonia pokazane zostaną tylko w Radomiu. Później czeka je zgrupowanie w Wieżycy. I finał – już 15 lipca.

Organizatorzy dodają, że w Sopocie urodę dziewcząt oceniać będą m.in. Nina Gocławska, Nina Terentiew, Władysław Komar, Andrzej Pągowski i Marek Piwowski. Funkcję rzecznika prasowego zgodził się przyjąć ponownie red. Janusz Atlas.

Publiczność – zapewniono mnie – czeka sporo atrakcji. Finałowy wieczór uprzyjemni wystąpieniami m.in. Tadeusz Drozda, Monika Borys i Andrzej Zaucha. Spodziewany jest liczny udział międzynarodowych piękności ze Wschodu i Zachodu. Do Polski przyjedzie Miss Wonderland, najpiękniejsza dziewczyna Texsasu, Sharen Qehne, obecne będą też finalistki konkursów piękności z Wilna, Moskwy i RFN.

Ale do dziewcząt nie dociera jeszcze temperatura wielkiego finału. Jeszcze nie zdążyły się dobrze poznać, dlaczego więc miałyby się już dzielić, oceniając urodę koleżanek i własne szanse w konkursie? Cieszą się, że spotkała je taka frajda. Być finalistką w konkursie o tytuł najpiękniejszej Polki, to przecież niemały sukces.

Która z nich ma szansę zostać miss? Być może Joanna Wieczorek, modelka z Częstochowy, która marzy o studiach w krakowskiej ASP. Ma tyle wdzięku, że fotoreporterzy cmokają z zachwytu. A może będzie ona „tylko” Miss Foto.

Kilka finalistek typuje na Miss Anetę Kręglicką z gdańska, która studiuje w Uniwersytecie Gdańskim ekonomikę obrotu towarowego i usług. Gdańszczanka biegle zna angielski, włoski, tańczy w zespole tańca „Dżamp”, ma chłopca – studenta medycyny. Jest najstarsza w gronie finalistek. Udział w konkursie to dla niej odrobina szaleństwa, na które, już za rok byłoby za późno.

Plener dobiega końca. Jeszcze tylko ostatnie wspólne zdjęcia – finalistek i fotoreporterów. Panowie klękają u stóp najpiękniejszych. Tak najprzyjemniej.

Janusz Michalczak

Tagi: