Miss od kulis

Sztandar Młodych Warszawa, 6-8 sierpnia 1993 roku

Oficjalne wiadomości w prasie, transmisja telewizyjna, nagrody, tytuły. To wszystko można przeczytać, usłyszeć, zobaczyć. A co czują i jak odbierają uczestniczki konkursu Miss?

Rozmowa z jedną z finalistek konkursu Miss Polski. 3 dni przed finałem poznałyśmy… werdykt jury! Skąd? Powiedział nam kierowca autobusu, którym ciągle jeździłyśmy. Zapytany skąd wie, odpowiedział, że od mamy jednej z nas. Mama z kolei od jednego z jurorów.

Dziewczyny, których nie było w tej „wytypowanej” trójce łudziły się, że są to tylko plotki.

ZGRUPOWANIE

Dziesięć dni przed finałem wyjechałyśmy na zgrupowanie. Ośrodek okazał się naprawdę ładny, jedzenie również świetne. Od początku nie wolno nam było ruszyć się na krok. Totalne ubezwłasnowolnienie. Na terenie osrodka nie było żadnego sklepu. O zrobieniu wszelkich zakupów: rajstop, sztucznych paznokci, kosmetyków musiałyśmy prosić panie z recepcji. Codziennie martwiłam się, czy aby na chwilę przed finałem mój lakier do włosów nie odmówi posłuszeństwa, bo zupełnie nie miałabym gdzie kupić nowego.

Nie do zniesienia byli też dziennikarze. Okropność! Nigdy nie wiedziałyśmy, kiedy można się ich spodziewać. Jeden pan notorycznie wpadał do naszych pokoi i w najmniej pożądanym momencie pstrykał zdjęcia. To wcale nie było śmieszne. W jednej ze szczecińskich gazet na pierwszej stronie ukazało się zdjęcie dziewczyny z nieomal całkiem odsłoniętym biustem. To właśnie efekt tych niespodziewanych najść. Cały dzień po brzegi wypełniały nam rózne zdjęcia i próby. Rano na makijaż i fryzurę miałyśmy niecałe 10 minut. Wieczorem padałyśmy ze zmęczenia.

Atmosfera między dziewczynami? Na początku, gdy nie czuło się jeszcze rywalizacji, było w porządku. Z każdym dniem jednak robiło się gorzej: plotki, docinki, świństewka. Na…

3 DNI PRZED FINAŁEM

poznałyśmy… werdykt jury.

PRZESŁUCHANIA JURORSKIE

Wchodziłyśmy do Sali, gdzie przy oddzielnych stolikach siedzieli wszyscy jurorzy. Ogólnie było sympatycznie, choć czasem czułam się jak w szkole przy tablicy. Pytania w stylu „Jakiej narodowości był Kolumb” albo „Które państwo obchodzi w lipcu swoje święto” były nieco drażniące. Zdecydowanie najmilszą jurorką była ubiegłoroczna Miss, ona po prostu radziła nam jak być piękną na scenie.

PRÓBA GENERALNA

Za kilkanaście godzin miała rozpocząć się najważniejsza, finałowa impreza, a tu wszystko wali się na łeb. Tragedia. Nic nikomu nie wychodzi. Wszyscy popełniają błędy. My w ogóle nie umiałyśmy dobrze zatańczyć najprostszego układu. Konferansjerzy nie potrafili poprawnie odczytać nazwisk jurorów ani dziewczyn. Co chwila nawalało nagłośnienie. Jedna z kandydatek do ostatniej chwili nie miała sukni, pokłóciła się z chłopakiem i ten powiedział, że nie przywiezie jej stroju. Na szczęście w końcu zmienił zdanie. Tego samego wieczoru dowiedziałyśmy się tą sama drogą, co poprzednio… kto zostanie Miss Publiczności! Jeszcze widzów nie było na Sali, ale Miss Już wybrano. Mogę tego nie komentować?

FINAŁ

No i wreszcie nadszedł moment, gdy trzeba wyjść na prawdziwie oświetloną scenę, przed prawdziwa publicznością. Zapomniałam już nawet o tremie. Powiedziano nam, żebyśmy patrzyły na ósmy rząd, to wtedy każdy będzie miał wrażenie, że uśmiechamy się tylko do niego, więc zaraz po wejściu na estradę brałyśmy się do liczenia. Niektóre dziewczyny nie mogły opanować nerwów, jedna podczas prezentacji w sukniach ślubnych potknęła się, zgubiła but i upuściła wiązankę kwiatów. Na szczęście zdarzyło się to, tuż przy zejściu ze sceny i nie wszyscy to spostrzegli.

Gdy ogłoszono finałową piątkę, wszystkie wcześniejsze informacje potwierdziły się co do jednego nazwiska. Rozwiały się wszelkie złudzenia. Główni sponsorzy pochodzili z… więc to było oczywiste, że… Nie, nie chcę tego mówić. Dobrze, że chociaż zwyciężczyni naprawdę zasługuje na ten tytuł, była najlepsza, wyjątkowo sympatyczna. Ja też na nią stawiałam.

Boli też inne postępowanie jurorów. W regulaminie konkursu wyraźnie powiedziane jest, że kandydatki nie mogą być „sztucznie upiększane”. Żadnych operacji plastycznych itp. Mimo to w finałowej piątce znalazła się dziewczyna po takich zabiegach, o czym było powszechnie wiadomo.

BANKIET

Na końcu tego męczącego maratonu czekał nas jeszcze bankiet w oszklonych korytarzach. Były tańce, rozmowy, pierwsze propozycje. Zebrałam mnóstwo wizytówek, ciekawe co z tego wszystkiego wyniknie. Około drugiej po północy przenieśliśmy się do dyskoteki. Tam wytrzymałyśmy już tylko godzinę. Rano powrót do Warszawy. Nie mogłam uwierzyć, że nie pytając nikogo o zgodę mogę wreszcie wrócić do domu.
Aneta Czaban

Tagi: