Gwiazd(k)ą być albo Mis(s)trzyni

Kurier Zachodni Zielona Góra, 19 maja 1991 roku

Konferencję prasową Spółki z o.o. „Missland” – Biura „Miss Polski” w warszawskim hotelu „Holiday Inn” uświetniła, dość niespodziewanie, swą wizytą, Joanna Gapińska, „Miss Polonia 1988r.” zdobywczyni czwartego miejsca podczas wyborów „Miss Universe 1989r.” czyli wicemiss konkursu.
Od tamtego czasu minęło trzy lata. dziś, jest już „prawdziwym miss – zawodowcem”, choć ma dopiero 23 lata.

– Jak się żyje pani obecnie? – Czuję się dobrze. Od ponad roku mieszkam w Stanach Zjednoczonych w Chicago. Jako modelka pracuję w agencji Johnson. Jest mi tam dobrze, choć tęsknię za krajem i rodzicami.

– Muszę przyznać, że zmieniła się pani. Gdyby w czasie konferencji nie przedstawiono nam panią, nigdy nie rozpoznałbym „Miss Polonię 88” – Niestety, jest pewna różnica pomiędzy Miss, a modelką. Zaraz po przyjeździe do USA, kiedy podpisałam kontrakt z agencją, ścięto moje długie włosy, tak bardzo kochane w Polsce przez fryzjerów… Tam trzeba być naturalnym (? – przyp. autora), posiadać zupełnie inny makijaż, niż u nas się nosi. A poza tym, rzeczywiście, musiałam jeszcze „trochę schudnąć”.

– Nie zapomniała pani polskiego? – Słyszałam już o takich, co to jeszcze dobrze nie mówią po angielsku w „nowym kraju”, a już „nie pamiętają” polskiego. Ja staram się przez cały czas mówić w ojczystym języku. Ze swoim narzeczony, w domu, rozmawiamy cały czas po polsku.

– No właśnie, pojawiła się tu pani z dość wysokim młodzieńcem, w elegancko skrojonym ciemnym garniturze, z brylantyną we włosach jeśli dobrze zauważyłem. czy to jest własnie pani narzeczony? – Tak. – A jak ma na imię? – Marek. – I planujecie państwo na przyszłość… -Wychodzę za mąż w sierpniu.

– Należy pani do tej grupy „Missek”, które zrobiły karierę. A rozpoczęło się wszystko, praktycznie, od zwyczajnej przecież przygody, która w konsekwencji wywarła piętno na całym dalszym pani życiu. – Byłam na studiach i wszystko zawdzięczam… zbiegowi okoliczności. Po prostu poznałam przypadkowo „Miss Polonię 1983r.”, Lidię Wasiak. To ona, właśnie wysłała mojej zdjęcie do ówczesnego Biura „Miss Polonii…”. W Stanach Zjednoczonych musiałam się przebijać ciężką pracą, bo tam nikogo nie interesowały moje dotychczasowe sukcesy w konkursach piękności.

– Rzeczywiście? – W Polsce, jako „Miss” i „Wicemiss Universe” mogłabym pracować, jak modelka, już bez żadnej tzw. „parady”, a tam musiałam się przebijać od samego początku. Tam interesuje ich, wyłącznie mój wygląd, moja twarz, figura, czy wyglądam młodo, czy jestem dobrym materiałem na modelkę.

– Czy rzeczywiście przed dziewczętami uczestniczącymi w finałach „Miss Polski” otwiera się, według pani, nowy, wymarzony świat? – Wie pan jest bardzo trudno dostać się do światowej renomowanej agencji reklamowej, a o tym wszystkie marzą. Jest to naprawdę ciężka praca… Myślę, że to wszystko poza tym jest kwestią szczęścia…

– Miss Węgier, kilka lat temu, popełniła samobójstwo… – Tak, słyszałam o tym. Była to dziewczyna, która startowała w 1985 r. Przyznam się, że i ja tak samo miałam chwile załamania, ze względu na różne krążące o mnie plotki, ale wszystko to trzeba przecież przetrwać. Takie są niestety i minusy tej branży.

– Jakie były to plotki? – A różne… Już teraz ich nawet nie pamiętam…

– Co radziłaby pani tegorocznej „Miss Polski?” 20 lipca w amfiteatrze sopockim poznamy kolejną. – Nawet z tej perspektywy czasu trudno mi w tej chwili cokolwiek radzić. Zapewne będzie myślała wyłącznie o sobie. Powinna jednak zapamiętać, że do wszystkiego powinna podejść, jak do wielkiej zabawy, olbrzymiej przygody! Powinna się cieszyć i nie zwracać uwagi na ludzkie złośliwości, być naturalną, po prostu – sobą…

– Czy może pani uchylić choć rąbka tajemnicy i zdradzić, ile zarabia modelka w Chicago? – Nie, może nie będziemy mówić o zarobkach… Nie jest to aż tak ważne. Najważniejsze dla mnie, że pracuję, że się tam dobrze czuję, że znalazłam swoje miejsce, że jestem szanowaną modelką.

– Do ilu lat pracuje amerykańska modelka? – Różnie… Ja, na przykład, pracuję, aktualnie już z szesnasto i siedemnastoletnimi modelkami, w tzw. klasie „junior”. Wszystko zależy od strony dziewczyny… Mnie wróżą pracę, do ponad 30-go roku życia…

– A później? – Zobaczymy. Na razie pracuję jako modelka i fotomodelka i tym się cieszę. Co będzie później, czas pokaże.

– Mamy polski kapitalizm, może pani powrócić potem do kraju. – Nie sądzę, aby mój przyszły mąż zechciał powrócić do Polski. On mieszka w Chicago już od parunastu lat. i myślę, że jednak tam pozostaniemy.

– Na jak długo zawitaliście państwo obecnie do rodzinnego kraju? – Na dwa tygodnie… – Pani wymiary, przypomnijmy… – To już nie ważne… – Dziękuję

Rozmawiał: Roman Rossler

Tagi:,