Najlepiej czuję się w dresie

Sztandar Młodych Warszawa, 22-26 grudnia 1989 roku

 – Mężczyźni mówią, że blondynkom jest łatwiej. Zwłaszcza gdy oprócz odpowiedniego koloru włosów mają jeszcze zgrabną figurę…

– Łatwiej jest przede wszystkim zdecydowanym kobietom, bez względu na ich zewnętrzne atuty – podobnie zresztą jak silnym mężczyznom! Wygrywają ci, którzy wiedzą, czego chcą od życia i siebie samych.

– Udział w konkursie piękności wymaga więc nie tylko urody. jakie cechy charakteru pozwoliły pani zaprezentować się od jak najlepszej strony?

– To brzmi banalnie, ale w moim przypadku polegało to chyba na tym, że byłam po prostu sobą. Nie silę się na gwiazdorstwo, nigdy nie robię niczego wbrew sobie. Lubię podobać się sobie samej. Uważam, że w konkursie Miss Świata bardzo dużo tym zyskałam. W ubiegłym roku, na przykład, była jedna zdecydowana faworytka, która podczas finałowego koncertu zupełnie zmieniła swój styl: kreację, fryzurę i straciła, przegrała. Dlatego chcę byc nadal taka, jaka jestem.

– Brzydkich kobiet podobno nie ma. Co poradziłaby pani tym, które nie wierzą w siebie?

– Żeby o siebie zadbały! Potem już będzie łatwiej.

– A propos: pani też było łatwiej. Konkurs Miss Świata zbiegł się z wizytą L. Wałęsy w USA. Nie uważa pani, że ten sukces jest w części sukcesem pani rodaka z Gdańska oraz wiąże się z tym, że o Polsce i Polakach więcej się mówi?

– Nie łączyłabym mojego zwycięstwa w Hongkongu z sytuacją w kraju. Nie odczułam specjalnego zainteresowania swoja osobą tylko z tego powodu, że jestem Polką. Poza tym na konkursie były też dziewczęta z ZSRR, o których na świecie mówi się więcej.

– Najbliższy rok to prócz przyjemności także obowiązki. Co najbardziej zmieni się w pani życiu?

– Wszystko przewróciło się do góry nogami. W tym roku planowałam skończyć studia – jestem na ostatnim roku Wydziału Ekonomiki i Organizacji Obrotu Towarowego i Usług Uniwersytetu Gdańskiego. Myślę, że poradzę sobie z ostatnimi egzaminami, ale pracę magisterską odłożę do przyszłego roku. Muszę to jakoś rozsądnie zorganizować. Chociaż do tej pory jako Miss Świata miałam niewiele zajęć, gdyż obowiązki zaczynają się od stycznia. Nie znam jeszcze dokładnie programu, ale pojadę chyba do Australii, Nowej Zelandii, USA, Salwadoru.

– Kraje na obu półkulach – różne kultury, kanony urody. W Japonii zdobyła pani tytuł I Wicemiss International. Czy Azjatom podobają się wyłącznie blondynki?

– Japończycy mają czarne włosy i skośne oczy. Dlatego wolą niebieskookie blondynki. Jako swego rodzaju egzotykę? Ale w Hongkongu były i piękne blondynki i piękne brunetki…

– Pani musi pozostać blondynką… Regulamin konkursowy narzuca bardzo wiele rygorów. Nie wolno np. wychodzić za mąż i mieć dzieci. Co najbardziej ogranicza pani swobodę?

– Biuro Miss Świata nie ustala żadnego kodeksu. Ode mnie wymaga się tylko, bym zachowywała się stosownie do tytułu, który jednak do czegoś zobowiązuje.

– Na przykład do udziału w różnorodnych misjach dobroczynnych. Które uznaje pani za najważniejsze?

– Myślałam, że moją pracą będzie udział w pokazach, zdjęciach i reklamach.Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, co Biuro Miss Świata robi dla dzieci specjalnej troski. Nie sądziłam jednak, że dochód z tych imprez w całości przeznaczany będzie na cele charytatywne. Okazuje się, że mój udział służy wyłącznie zbieraniu funduszy. mam mało czasu – tylko rok, a chcę ogromnie pomóc naszym dzieciom.

– Także czasu dla siebie będzie niewiele. Te wolne chwile spędzi pani w Londynie. Anglicy rozpoznają w pani Miss Świata?

– Tak, jetem tym mile zaskoczona. Nie zdarza się to bardzo często, ale spotykam się z dowodami sympatii w sklepach , taksówkach…

– Piękne dziewczyny są na ogół zazdrosne o równie atrakcyjne rywalki. Którą ze swych konkursowych koleżanek najbardziej pani polubiła?

– W konkursie Miss Polonia – zdecydowanie Agnieszkę Angelo. To wspaniała dziewczyna, od poczatku przypadłyśmy sobie do gustu. Przypuszczałyśmy, że dojdzie między nami do rywalizacji – a mimo to nie chciałyśmy byc zawodniczkami. uważałam ją za pretendentkę do tytułu.

– A w Hongkongu?

– Miałam ciężki orzech do zgryzienia. każda z uczestniczek ustala na własny użytek swoje „typy” do finału. z 78 dziewcząt jurorzy wybierają 10. Ja wyróżniłam aż 15 kandydatek. Myślałam o Norweżce – Skandynawki w ogóle były bardzo ładne – piękna była Tajlandka, bardzo lubiłam Australijkę. Z finałowej dziesiątki to ona właśnie była moją faworytką. Cenie ją nie tylko za urodę, ale przede wszystkim za charakter i osobowość. Jest aktorką – piękną, przemiłą, inteligentną dziewczyna.

– Australijka jest wysoką brunetką – ten typ kobiet podoba się pani. A jacy mężczyźni?.

– Silni, twardzi, z intuicją, przedsiębiorczy, ze wspaniałymi pomysłami, które ja zaakceptuję…

– Czy taki jest ten najbliższy sercu?

– Chciałabym zostawić coś dla siebie.

– W takim razie zapytam o innego mężczyznę, równie ważnego w życiu każdej kobiety. Podkreśla pani, że najwierniejszym kibicem i najsurowszym jurorem był pani tata.

– Jestem z rodzicami bardzo zaprzyjaźniona. Zawsze zasięgam ich rady. W domu nigdy nie było tematów tabu. Mój tata jest bardzo konkretny, wymagający i krytyczny. On wierzył we mnie przed wszystkimi startami. Aż mnie to momentami denerwowało!

– A mama?

– Podchodziła do tego umiarkowanie. Na początku, mimo namów, nie chciałam wziąć udziału w tej zabawie. Mama to rozumiała i bała się, że później będę wszystkiego żałować.

– Mimo sukcesu czegoś pani nie żal? Np. luzu, swobody na co dzień, choćby w doborze garderoby. Chociaż zapewne najznakomitsze firmy ubiegają się o to, by panią ubierać.

– Na razie sama przygotowuję sobie kreacje. Używam natomiast kosmetyków firmy Ives Rocher, ale perfumuję się perfumami Diora. A co do tego luzu, to królowa piękności najlepiej czuje się w dresie i w kapciach.

– W podomce, przy kuchni? Ma pani zadatki na dobrą gospodynię domową?

– Niestety, nie maiłam jakoś okazji, by się wykazać. Nie mam chyba przy tym zdolności manualnych. Poza tym moja mama nie pracuje teraz zawodowo, przychodzę więc do domu „na gotowe”. Ale potrafię upiec sernik i jabłecznik. bardzo chcę nauczyć się kiedyś dobrze gotować, ale nie po to, by bez przerwy sterczeć przy kuchni!

– Planuje pani gościnny udział w przyszłych wyborach Miss Polski?

– Oczywiście, muszę przecież zdać koronę. Będzie to dla mnie smutne. Ten rok jest taki wspaniały.

– Nawet mimo stresów związanych z konkursami? Jak jest pani opinia o prezenterach?

– Ja trafiłam na bardzo miłych. Ale nie może się powtarzać sytuacja sprzed kilku lat, kiedy to dziewczyny na scenie były zabawką w rękach prezenterów i publiczności. Prezenter powinien być życzliwy – przecież nie jesteśmy profesjonalistkami, musi podkreślać zalety kandydatek do korony, doceniać ich odwagę i stwarzać taki klimat spektaklu, by dziewczyny czuły się w nim dobrze.

– Nie schodziły ze sceny pokonane, chociaż wygrywa tylko jedna. Kilka lat temu bezkonkurencyjna była Katarzyna Zawidzka. Chce ja pani poznać. Dlaczego?

– Jest to dziewczyna o dużej klasie – a takie lubię. Zrobiła największą karierę ze wszystkich dotychczasowych zwyciężczyń konkursu Miss Polonia. Cieszy mnie także – nie chcę tu sobie pochlebiać – że mamy wiele cech wspólnych.

– A którą ze swoich zalet uważa pani za najważniejszą?

– Ja jako Aneta Kręglicka, a nie Miss Świata, mam pewne niezłomne zasady. Lubię, by wszystko było dopięte na ostatni guzik. jestem przede wszystkim obowiązkowa – a to bardzo wiele ułatwia.

– Ale to nie dzięki tym cechom, a raczej dzięki urodzie znalazła się pani w pierwszej dziesiątce osób najbardziej zasłużonych dla polskiej kultury w minionym roku. Na czele tej listy stoi Krzysztof Kieślowski – jest to więc doborowe towarzystwo.

– Dowiaduje się o tym od pani! Bardzo się cieszę…

– Wprawdzie kobietom nie zagląda się do metryki, ale już w marcu stuknie pani ćwierć wieku. Dlaczego wystartowała pani dopiero teraz?

– Ćwierć wieku to brzmi szalenie poważnie. Na razie mam jeszcze 24 lata! A na serio: wcześniej naprawdę nie mogłam się zdecydować. Do takiej decyzji trzeba dojrzeć.

– Podczas ogłoszenia wyników w Hongkongu nawet nie drgnęła pani powieka. Na ogół kończy się to łzami. Z powodu takiego opanowania niektórzy posądzają, że znała pani werdykt wcześniej…

– Bardzo często nawet bliskie mi osoby pytają: Aneta, powiedz prawdę, kiedy się dowiedziałaś? Otóż naprawdę – dopiero na scenie, w momencie wyczytywania wyników! A nie płakałam dlatego, że byłam chyba zbyt zaszokowana. Musiałam poza tym uważać w która stronę podejść, w którą kamerę patrzeć itp. Łzy przyszły później – po zejściu ze sceny, kiedy zobaczyłam, jak wspaniale – zareagowały na moje zwycięstwo dziewczyny.

– Ale z ekranu wyglądało to wszystko tak, jakby w ogóle nie miała pani tremy.

– Było wręcz przeciwnie. Napięcie osłabło po ogłoszeniu pierwszej dziesiątki, kiedy zostałam Miss Europa – ale nie minęło. Nie wiem, jakby to było, gdyby nie rady innych dziewcząt. Miałam obok siebie przesympatyczną, trochę zwariowaną Włoszkę, która ciągle powtarzała mi, Aneta trzymaj się prosto, patrz w kamerę – bardzo mnie dopingowała. Ona stawiała na mnie od samego przyjazdu. Powtarzałam jej: zwariowałaś? Daj mi spokój dbaj o siebie. Strasznie się denerwowałam, kiedy witano mnie w Polsce, podczas koncertu w Teatrze Studio. W niemal ostatniej chwili dowiedziałam się, że nie będę widzem, a uczestniczką spektaklu. Poza tym po raz pierwszy stanęłam na tej samej scenie obok, wspaniałych artystów. To mnie paraliżowało.

– Co zmieniłaby pani w regulaminach konkursów piękności?

– Uważam, że konkurs Miss Świata przetrwa jeszcze wiele lat, bo ma konkretny cel – pomagać dzieciom. Podobnie powinien wyglądać konkurs w Polsce. Biuro Miss Polonia opiekuje się wprawdzie jednym domem dzieci specjalnej troski, ale to za mało. Poza tym często Miss Polski stawia się w żenującej roli obiektu do pokazywania. Są imprezy, w których dziewczyny z tym tytułem nie powinny uczestniczyć.

– Zgoda – tytuł zobowiązuje, ale i rozbudza pewne aspiracje. czego oczekuje pani po następnych latach, kiedy już odda koronę?

– Nie myślę o karierze modelki czy aktorki, ale jeśli dostanę korzystną ofertę – to ją przyjmę Nie dłużej jednak, niż dwa – trzy lata. Chcę pracować w swoim zawodzie. Myślę o prywatnym biurze podróży.

– Wracając jeszcze do aspiracji – niektórzy odbierają konkursy jako antykobiece. Nawet jeśli dziewczyny są ładne i zgrabne.

– Wszystko zależy od tego, jaką koncepcję przyjmą organizatorzy. Na to składa się choreografia, scenografia i przede wszystkim klimat całości. dziewczęta odpowiadają tylko za siebie, są częścią pewnej całości. W jakimś sensie są modelkami, aktorkami, a nie striptizerkami pokazującymi nogi, biodra, biust.

– Uroda nie może więc być celem samym w sobie. Co jest dla kobiety najważniejsze? 

– Uważam, że każdego człowieka dowartościowuje praca.

– Brzmi to szalenie pozytywistycznie…

– Ale ja tak myślę naprawdę! Nie można przez całe życie patrzeć w lustro i drżeć przed każdą nową zmarszczką. Nie można też poświęcić się wyłącznie domowi i rodzinie. Trzeba znaleźć złoty środek na życie. Chociaż wiem, jak dawać dobre rady, zwłaszcza dziś. Bardzo chciałabym, by Polki nie czuły się jak wieloczynnościowe roboty, by tak szybko się nie starzały, by miały więcej czasu dla swej kobiecości. bardzo chciałabym, by prócz gospodarności i zaradności panowie doceniali w nas także kobiecość.

– Są to świąteczne życzenia dla pań i… dla panów. pani natomiast życzę w imieniu własnym, zespołu redakcyjnego i czytelników „SM” zwycięstwa w wyborach… Miss Kosmosu!

– Nie zamierzam już startować w żadnych konkursach! A tak poważnie – chciałabym nas dobrze reprezentować na świecie. I realizować wszystkie swoje plany. jest ich bardzo dużo…

Rozmawiała ANNA KOWALEWSKA

PS. Wywiad nieautoryzowany.

Tagi: